sobota, 23 stycznia 2016

I. Seria 24. Rozdział

Rozdział 24. Mega dylemat.

Zapraszam do zakładki "O mnie" :) Trochę tam o sobie napisałam :)


Wróciliśmy z Mikołajem do domu nad ranem. Imprezę odsypialiśmy do 12-ej. Obudził mnie zapach jajecznicy, wydostający się z kuchni. Niechętnie otworzyłam oczy i przeciągnęłam się żeby rozprostować kości. Po kilku minutach w sypialni zjawił się Mikołaj z tacą. Na niej stał talerz z nałożoną jajecznicą z kiełbasą i cebulką, kubek z kawą z mlekiem i cukrem oraz kilka kromek chleba.
- Dzień dobry, wyspana? - Białach postawił przede mną tacę ze śniadaniem, a mnie pocałował w usta. - Smacznego Kochanie.
- Hej, dziękuję - odpowiedział z uśmiechem. - a Ty nie jesz?
- Wracam do kuchni po swoją porcję. - Po chwili znikł mi z oczu za drzwiami, a po kilkunastu sekundach wrócił.

Po zjedzeniu posiłku, wyskoczyłam z łóżka, zaniosłam naczynia do kuchni i wrzuciłam je niedbale do zmywarki. Wróciłam do sypialni, gdzie mój partner zdążył włączyć powtórkę meczu. Z szafy wyjęłam czarne rurki, fioletową tunikę bokserkę i udałam się do łazienki z ubraniami i telefonem. Ciuszki powiesiłam na grzejniku, a telefon na pralce, rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Po ok. 30 minutach wyskoczyłam spod prysznica, zadrżałam z zimna i szybciutko się wytarłam, a drugi ręcznik założyłam na głowę. Ubrałam się, wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż i opuściłam łazienkę. Wróciłam do sypialni, gdzie leżał wciąż Mikołaj oglądając telewizor.
- A Ty cały dzień przed TV spędzisz? - zapytałam nie w humorze.
- Myślałem, że bierzesz krótki prysznic, a nie relaksującą kąpiel. - odgryzł się Białach.
- Ale długo tam byłam. - Przewróciłam oczami, sięgnęłam książkę z szafki nocnej.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Oczywiście. A co ma być? - odrzekłam wychodząc z pokoju. - idę sobie poczytać książkę.

Gdy wyszłam do przedpokoju, przypomniałam sobie, że nie wzięłam telefonu z łazienki, więc wróciłam po niego idąc do salonu. Wygodnie rozsiadłam się na kanapie, zauważyłam, że mruga dioda w komórce, oznaczająca nowego SMS-a. Odblokowałam i zaczęłam czytać go:
"Hej Ola. Sorry za wczoraj, głupio wyszło. Z tą zazdrością, pocałunkiem i wgl. Ale nie potrafię o Tobie zapomnieć, wciąż mi na Tobie zależy..." - napisał Jacek.
"Cześć. Nie jestem zła za wczoraj... no może trochę... Pogadamy o tym kiedy indziej...Smsy to nie najlepszy sposób rozmowy na ten temat" - odpisałam mu i miałam nadzieję, że więcej nie odpiszę, ale się myliłam, gdyż ledwo zaczęłam czytać książkę.
"Co ja poradzę, że Cię kocham?"
"Jacuś, potrzebuję czasu..."
"Czasu na co?"
"Muszę sobie to wszystko przemyśleć.. Pa."
"Jak już będziesz wiedzieć, to daj znać. Hej :*."
Usunęłam wiadomości, żeby przypadkiem nie przeczytał ich mój narzeczony... Po kilku rozdziałach książki Patryka Vegi pt.: "Złe Psy. Po ciemnej stronie mocy", oderwałam się od czytania. Sięgnęłam telefon i zadzwonił do koleżanki. Po kilku sygnałach odebrała:
- Hej. Co tam? - przywitałam się.
- Siema. a dobrze. Odpoczywam - odrzekła Emilka - a u Was?
- Ok... chyba ok. - zająknęłam się.
- Na pewno? - Upewniła się Drawska. - Wyczuwam niepewność. Chcesz spotkać się i pogadać?
- Nie... znaczy tak.
- Okej, to może o 15 w naszej ulubionej knajpce?
- Dobra. To do zobaczenia.
- Pa. - odrzekłam, rozłączyłam połączenia i rzuciłam telefon koło siebie i powróciłam do czytania. Byłam pochłonięta lekturą dopóki, nie przeszkodził mi Mikołaj, który podszedł i pocałował mnie w policzek.
- Ej, chcesz żebym zawału dostała!? - Zapytałam wyrwana z transu czytania.
- Oczywiście, że nie Skarbie. - uśmiechnął się niewinnie, a ja rzuciłam w niego poduszką. - a to za co?
- Za niewinność Skarbie, za niewinność. - Odrzekłam z ironią. A on po sekundzie odrzucił we mnie poduszkę, która wytrąciła mi książkę z ręki.
- Zjadłbym coś.. - Oświadczył jakby nic.
- Tam jest kuchnia. - rzekłam, wskazując ręką. - A po za tym dopiero śniadanie jadłeś.
- Dopiero?
- Raptem dwie godziny temu... O cholera. - Przypomniałam sobie, że umówiłam się z koleżanką i wstałam z kanapy gwałtownie.
- A Tobie gdzie tak nagle spieszno?
- Zapomniałam o spotkaniu z Emilką.
- Myślałem, że spędzimy ten dzień w swoim towarzystwie, jak Leoś jest u dziewczynek.
- Przepraszam, ale już nie odwołam. - Zrobiłam słodkie oczka i pocałowałam go w usta.
- Dobra, to leć. - Powiedział zawiedziony, a po chwili pocałował mnie namiętnie na pożegnanie. - O której będziesz?
- Nie wiem, wieczorem. - Rzuciłam ogólnikiem, zakładając buty. - Pojedziesz po Leo?
- Pojadę, spędzę z dziewczynkami trochę czasu przy okazji.
- Oki, to pa pa. - odpowiedziałam i wyszłam z mieszkania.

Gdy wyszłam z bloku, skierowałam się do samochodu, ale gdy do niego doszłam, stwierdziłam, że pojadę autobusem. To raptem 9 minut komunikacją, a chętnie napiłabym się czegoś mocniejszego. Na przystanku stałam kilka minut, zanim przyjechał mi pasujący pojazd. Na miejsce dotarłam 16 minut przed czasem, zajęłam stolik, Drawskiej jeszcze nie było. Napisałam jej wiadomość, że już jestem, odpisała, że za chwilę powinna być i rzeczywiście pojawiła się może po 4-5 minutach.
- Hej. - Ucieszyłam się na jej widok.
- Cześć. - Przywitała się ze mną buziakiem w polik.
- Czego się napijesz?
- Drinka, a Ty?
- Ja też chętnie. Jeszcze małym shotem bym nie pogardziła. - uśmiechnęłam się blado.
- To pójdę zamówić.
- Ok. Czekam.
Emila wróciła po chwili, a tuż za nią przyszła kelnerka, podając zamówione trunki.
- Na zdrowie - powiedziałyśmy w tej samej chwili i wypiłyśmy po shocie.
- Dobre. - oświadczyłam.
- Owszem. Mów co Ci leży na sercu.
- Jacek.
- Co Jacek? - Zaczęłam się bawić paznokciami, zastanawiając jak mam jej powiedzieć.
- Hmm... Wciąż mu na mnie zależy...
- Akurat to dało się wczoraj zauważyć.
- Nie wiem co robić.
- Olka, przecież jesteś zaręczona z Mikołajem.
- Wiem.
- No to nad czym tu się zastanawiasz? - zapytała, sącząc drinka.
- Mam dylemat po prostu.
- Kochasz go?
- Kogo? Mikołaja? - zadałam pytanie, po czym napiłam się drinka.
- No tak.
- Dobre pytanie. Chyba nie wiem co tak na prawdę do niego czuję.
- Jesteś z nim ponad rok, macie dziecko, a Ty nie wiesz czy go kochasz?
- Nigdy się nad tym nie zastanowiłam głębiej. Byłam w nim niemal od początku zauroczona, później różnie to bywało, sama przecież wiesz... Później związałam się z Jackiem... A będąc w ciąży go zostawiłam...
- I wróciłaś do Mikołaja... Tylko teraz zadaj sobie pytanie, dlaczego do niego wróciłaś.
- Hmm... - utkwiłam wzrok za oknem, rozmyślając. - Wróciliśmy do siebie, gdy mu powiedziałam o dziecku... Wtedy się nad tym nie zastanawiałam czy chcę z nim być do końca życia.
- Ola. Myślę, że powinnaś się nad tym zastanowić zanim zaczniecie planować ślub.
- Wiem.
Jeszcze długo rozmawiałyśmy na ten temat przy okazji sączyłyśmy drinka za drinkiem. Czas bardzo szybko zleciał, ale im bliżej było do wieczora, tym mniejszą ochotę miałam wracać do domu. Zamiast zniwelować wątpliwości, miałam ich więcej. Po 20-ej uznałyśmy z Emilką, że prześpię się u niej. Emilka nie chciała żebym wracała w tym stanie, żebym nie zrobiła jakieś głupoty, którą później bym mocno żałowała. Po 21-ej napisałam do narzeczonego, że zostaję u koleżanki na noc. Później pojechaliśmy do mieszkania sierżant, gdzie kontynuowałyśmy naszą rozmowę, przy kolejnych lampkach alkoholu.

Następnego dnia, rano.
Obudziłam się z mocno bolącą głową i suchością w ustach. Wypiłyśmy znacznie za dużo i miałam potężnego kaca i było mi nie dobrze. Poszłam do kuchni po jakiś sok. Emilka się także obudziła.
- Ale mnie łeb nawala. - oświadczyła.
- Mnie też. - odpowiedziałam. - Soku?
- Po proszę. - odrzekła, przyszła do kuchni i wyjęła z szafki proszki na ból głowy. Jedną wrzuciła sobie do buzi, popijając napojem, a drugą dała mi, więc też ją wzięłam. Następnie zjadłyśmy śniadanie. Ogarnęłyśmy się się i nadszedł czas powrotu do domu.
- Dobra, to lecę do domu. Dzięki za wczoraj. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Ja też Ci dziękuję. Pa.
Po kilku minutach byłam gotowa do wyjścia. Z pewnością miałam lepszy humor, niż dzień wcześniej.

niedziela, 17 stycznia 2016

1. Seria 23. Rozdział

Rozdział 23. Sylwester, zaręczyny, niepewność.

To opowiadanie dedykuję Justynie Wojciechowicz. Z okazji prawie 55 tyś. wyświetleń chciałabym bardzo serdecznie podziękować za czytanie i komentowanie mojego bloga Karoli, Magdzie, Żabce, Małej, Amelce, Eli, Oli, Piotrkowi oraz wszystkim tym, których zapomniałam wymienić, a także tym, którzy czytają bloga, a nie komentują :). Chciałabym nieśmiało poprosić, żebyście były ze mną w roku 2016 i czekam z niecierpliwością na komentarze :) Zastanawiam się czy nie zakończyć pisać opowiadań. Opowiadań tej serii :) Chcecie powoli drugą serię? No cóż, nie przedłużając zapraszam do czytania.

Sylwester

Przez okno sypialni zaczęły wpadać promienie wchodzącego słońca. Przebudziłam się i spojrzałam na zegarek. "7:40, zaraz pewnie Leoś się obudzi" - pomyślałam, wstałam z wygodnego łóżka i przeciągnęłam się. Po chwili zauważyłam, że odkryłam Mikołaja, więc poprawiłam kołdrę, a następnie wskoczyłam w kapcie i skierowałam się do łazienki". Przemyłam twarz, umyłam zęby i rozczesałam włosy. Po kilku minutach byłam w pokoju synka, podeszłam po cichu, aby go nie obudzić, do jego łóżeczka. Poprawiłam mu kołderkę, a pod rączkę wsadziłam mu misia, który w nocy wylądował w nóżkach. Przyglądałam się mojemu dziecku, jak słodko śpi, jak równomiernie oddycha, przez kilka, długich chwil. Pocałowałam go delikatnie w główkę i "Kocham Cię, jesteś moim całym światem" - Wyszeptałam.

Z pokoju wyszłam na palcach, sięgając po butelkę i swoje kroki skierowałam do kuchni. Uruchomiłam ekspres, z szafki nad zlewem wyjęłam dwa kubki i postawiłam na blacie. Umyłam butelkę i nalałam do niej wody z czajnika i umieściłam ją przy metalowej puszce z mlekiem modyfikowanym. Do kubków nasypałam odpowiednią ilość łyżek cukru, a następnie pierwszy umieściłam w ekspresie wcisnęłam odpowiedni przycisk. Gdy kawa już wypełniała 3/4 kubka, odłożyłam go. Czynności te powtórzyłam z drugim kubkiem. Następnie do obu dolałam zimnego mleka. Z kawą usiadłam przy blacie, a wzrok utkwiłam za oknem. Nagle na barku poczułam czyjejś usta, przeszedł mnie miły dreszcz i odwróciłam głowę i pocałowałam mężczyznę w usta.

- Masz kawę na blacie - rzekłam i uśmiechnęłam się.
- Wyspana? Czemu tak wcześnie wstałaś? - zapytał
- Tak. Wiesz, sama nie wiem.
- Leoś śpi?
- Tak, pewnie niedługo wstanie.
- Kocham Was - wyszeptał Mikołaj, łapiąc mnie za dłoń.
- Ja Was też Kochanie - odszepnęłam, dopiłam kawę - idę się ubrać.
- Okej. Tylko nie siedź w szafie pół dnia - zażartował, a ja spojrzałam się na niego wzrokiem "czy ty sobie ze mnie kpisz?"
- Ha ha, a niby czemu?
- Mamy się spotkać z Dominiką i Anią, zapomniałaś?
- Aaa, no tak, a potem wpaść do ojca - przypomniałam sobie idą do naszej sypialni.

Nie mogłam się zdecydować w co się ubrać i z rozmyśleń wyrwał mnie płacz synka. Zdecydowałam się ubrać w niebieską, skromną sukienkę za kolano i czarne legginsy. Sięgnęłam jeszcze po ciemnoniebieski sweterek. Akurat w drzwiach pojawili się moi dwaj mężczyźni.
- Uuu, zobacz jak mama pięknie wygląda - Białach powiedział do smyka.
- Mama - po raz pierwszy powiedział nasz synek, uśmiechnęłam się, a Białach podał mi go na ręce, żebym mogła go ucałować.
- Jestem szczęśliwa Kochanie - orzekłam i zwróciłam się do Młodego - Kocham Cię.
Poszliśmy do salonu, rozłożyłam koc, a na to matę edukacyjną i kilka zabawek synkowi. Mikołaj posadził Leo, ja usiadłam na kocu i tym razem Mikołaj poleciał się ubrać.
O 14:00 spotkaliśmy się z dziewczynkami, gdy wyszliśmy od nich, po przypięciu nosidełka z synkiem w samochodzie:
- Oluś, mam dla Ciebie niespodziankę. - oświadczył Mikołaj.
- Tak, jaką? - zapytałam zaciekawiona.
- Nie-spo-dzia-nka , więc dowiesz się na miejscu - uśmiechnął się tajemniczo - wsiadaj.
- Dobrze, panie aspirancie, jedźmy - odrzekłam zapinając pasy.

Po 25 minut zaparkowaliśmy w centrum miasta, pod elegancką restauracją. Gdy wyjmowałam synka z samochodu, Mikołaj w tym czasie wyciągnął z bagażnika wózek, umieściłam w nim młodego.
- Zapraszam Panią za mną - powiedział poważnie.
Weszliśmy do wewnątrz restauracji, lokal był śliczny, nowoczesny. Po chwili dostrzegłam grupkę znajomych twarzy. Podeszliśmy do nich i przywitaliśmy się z nimi. Był Krzysiek z Emilką, Tata, Jacek, nie zabrakło także Moniki i Mieszka. Niedługo później kelnerzy przynieśli nam zamówione dania. Po zjedzeniu tych wszystkich pyszności (a sporo było tego!), świetnie się bawiliśmy. W trakcie zabawy Mikołaj zawiózł Leosia do swoich córek i po kilkunastu minutach był z powrotem. Tańczyliśmy, piliśmy drinki, shoty. Pierwszy raz od dawna bawiłam się, zapomniałam o tym koszmarze. O 23:59:50 zaczęło się odliczanie.
10... 9... 8... szukałam wzrokiem Mikołaja po towarzystwie, ale nigdzie go nie było... 7... 6... 5...
4... 3... 2.. 1... 0...! Nagle przede mną wyrósł Mikołaj, z pięknym, dużym bukietem kwiatów, Lilie, moje ulubione rośliny. Wszyscy stanęli wokół nas w kole... Policjant uklęknął przede mną i otworzył pudełeczko ze ślicznym pierścionkiem i zaczął przemowę:
- Chcę zawsze już być przy Tobie i cieszyć się Twoją bliskością, bo nie wyobrażam już sobie życia bez Ciebie, bez Twojego głodu, bez Twojego widoku, dotyki, ciepła. Kocham na Ciebie patrzeć. I będę kochał ten widok za rok, za dziesięć lat, zawsze. Godzinami mógłbym słuchać jak opowiadasz mi o swoich troskach, choć dałbym wszystko, abyś tych trosk miała jak najmniej. Kocham Cię.  Kocham Ciebie i naszego synka. Uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi? - zakręciła mi się łza w oku, rzuciłam spojrzeniem szybko na kolegów, wszyscy byli zadowoleni, ten moment mojej odpowiedzi musiał trwał wieki.
- Mikołaj... - spojrzałam na Jacka, przygryzł wargę, wiedziałam, że nie jest mu łatwo, ale po uchwyceniu mojego spojrzenia, uśmiechnął się. - Kocham Cię, zostanę Twoją żoną.

I wtem wszyscy zaczęli nam klaskać. Mikołaj włożył mi pierścionek na palec, a ja go pocałowałam. Jeden za drugim rozbrzmiewał huk otwieranych szampanów. Po wypiciu lampki szampana i złożeniu na wzajem sobie życzeń, wróciliśmy na parkiet. Po kilku minutach tańczenia z narzeczonym, Jacek odbił mnie i tańczyliśmy razem, mignął mi Mikołaj z Moniką, a gdzieś w oddali przewinął się Krzysiek z Moniką. Jacek patrzył mi głęboko w oczy, ja zrobiłam to samo. Na zewnątrz się cieszył, że jestem szczęśliwa, ale z oczu wyczytałam, że jest smutny. Nagle usłyszeliśmy romantyczną piosenkę, Jacek mnie przytulił, poczułam, że jego łza zleciała mi na bark. Nie wiedziałam jak mam się zachować, ale nie zdążyłam zareagować, bo mnie przeprosił i wyszedł przed restaurację. Podeszła do mnie Emilka:
- Co się stało Jackowi? - zapytała mnie na ucho.
- Niee wiem. - odpowiedziałam w szoku.
- Może pójdę i z nim pogadam? - zaproponowała martwiąc się.
- Dzięki, ale ja pójdę. - odrzekłam i uśmiechnęłam się lekko - świeże powietrze dobrze mi zrobi.

Po chwili znalazłam się na dworze, było chłodno. Jacka nie zauważyłam w pobliżu, więc postanowił przejść się wokół budynku. Po chwili zauważyłam go siedzącego na ulicznej donicy z kwiatami, był wyraźnie przygnębiony. Dosiadłam się obok niego.
- Czemu uciekłeś?
- Musiałem się przejść.
- Chodzi o zaręczyny, prawda? - Odwrócił wzrok, trafiłam w sedno sprawy - Jacek, posłuchaj...
- Daj mi spokój... - Podniósł się i poszedł dalej. Zrobiło mi się cholernie przykro.
- Zaczekaj - Podbiegłam do niego i złapałam za rękę. - Chcę porozmawiać!
- Nie mamy o czym...
- Proszę, Jacek...
- Ty już wybrałaś - odrzekł i dodał szeptem - Mikołaja.
- Przecież jestem z nim od kilkunastu miesięcy...
- Miałem nadzieję, że jednak wciąż o mnie nie zapomniałaś...
- Zależy mi na Tobie, zależy jak na przyjacielu.
- A ja nie potrafię tak, Olu. Wciąż Cię kocham. - Pocałował mnie namiętnie i uciekł.

Stałam kilka minut jak słup soli. Byłam w szoku. Gdy odeszłam od niego, miałam nadzieję, że znajdzie niedługo kobietę, którą pokocha ze wzajemnością, ułoży sobie życie i o mnie zapomni. Przygnębiła mnie myśl, że wciąż mu na mnie zależy... Było mi cholernie smutno. Nigdy nie byłam typem kobiety, która nie przejmowałaby się uczuciami innych osób. Gorsze było to, że zasiał w mojej sercu ziarenko niepewności czy dobrze zrobiłam zgadzając się zostać żoną Mikołaja. Musiałam nad tym się głęboko zastanowić w najbliższym czasie. Jedno jest pewne, zależy mi na Białachu, kocham go... Ale nie wiem czy na tyle, żeby z nim spędzić resztę życia. Rano byłam tego pewna, ale teraz... Nie... Postałam tak kilka minut i wróciłam do restauracji. Gdy Emilka podeszła, pokręciłam tylko głową na znak, że nie mam ochoty gadać.