poniedziałek, 23 listopada 2015

Zwiastun odc 129-132

Zwiastun ostatnich odcinków trzeciej serii :)


video

Miniaturka

"Klątwa Ondyny"


Z okazji 33 tysięcy postanowiłam napisać miniaturkę. Chciałam podziękować wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Jest mi niezmiennie miło widzieć jak podobają się moje opowiadania. Dziękuję raz jeszcze. Miniaturka nie ma nic wspólnego z wcześniejszymi opowiadaniami.

***

Ola i Mikołaj są parą od czterech lat. W pracy są zgranym teamem, a w życiu prywatnym są szczęśliwym i kochającymi narzeczeństwem. Od jakiegoś czasu starają się o dziecko. 

***

17 marca

Ola i Mikołaj mieli dzisiaj wolne w pracy, więc wyspani i wypoczęci wstali ok. 11. Aleksandra postanowiła zrobić test ciążowy i w tym celu udała się do łazienki. Wyjęła z szafki pudełko. Zawartość położyła na umywalce i przeczytała ile ma odczekać na wynik. Po zrobieniu tych czynności, test odłożyła na pralkę. Wiedząc, że musi czekać pięć minut, postanowiła umyć twarz, zęby, rozczesać włosy. Spojrzała na zegarek, minęło kilka minut dłużej, więc wzięła głęboki oddech i sięgnęła po test. W głowie miała tylko jedno ,,Udało się czy znowu nie?". Spojrzała na pole wyniku i się rozpłakała... Ze szczęścia. Od razu poleciała do Mikołaja i rzuciła mu się szyję:
- Udało się! Będziemy rodzicami! - powiedziałam uśmiechnięta, ocierając łzy szczęścia.
- Ale się cieszę Olu, kocham Cię - odrzekł Mikołaj, będąc w radosnym szoku.
- Ja Ciebie również. Ten dzień lepiej się zacząć nie mógł.

18 marca

Lekarz potwierdził ciążę. 5 tydzień. Już było widać fasolkę na monitorze. Już usłyszeli bicie serca. Wysocka i Białach są najszczęśliwsi na świecie! Przypuszczalny termin porodu: 22 listopad.


20 lipca


Przyszli rodzice właśnie wrócili z dwutygodniowego urlopu nad Polskim morzem. Wypoczęli, opalili się. Ogółem się świetnie bawili, mieli sporo wspomnień i zdjęć. Po rozpakowaniu walizek, przyrządzili obiad. A po lunchu oglądali TV. Musieli odpocząć pod długiej i męczącej podróży. Następnego dnia szli do pracy.

21 lipca

Narzeczeni rano wstali, ogarnęli się. Ola miała wizytę u lekarza. Pojechała razem z Mikołajem, gdyż mieli na drugą zmianę. W trakcie badania USG:
- Spodziewacie się Państwo chłopca - oświadczył doktor.
- Ale się cieszę. - powiedział Mikołaj. Po jego minie widać było, że jest dumny.
- Ja też kochanie.
Po skończonych badaniach udaliśmy się na komendę. Po wejściu do pokoju po mundur posmutniałam.
- Co jest Ola? - zapytał Mikołaj.
- Właśnie zdałam sobie sprawę, że od dziś nie będę patrolować ulic.
- No tak ustaliliśmy przed wyjazdem. Brzuszek Ci rośnie, więc wiesz - i po chwili dodał - Po za tym nie możesz się denerwować i przemęczać. Za kilka miesięcy wrócisz na patrol przecież.
- Tak, wiem, ale ciężko z tym. - odpowiedziałam. - Trzeba iść do ojca.
- To chodźmy za nim odprawa się zacznie.

U komendanta...

Cześć tato - przywitała się Ola.
- Dzień dobry komendancie.
- Cześć Wam. - odpowiedział Wysocki. - Ale pięknie Córcia wyglądasz.
- Dzięki. - Lekko się uśmiechnęłam na komplement.
- Z czym do mnie przychodzicie?
- Przyniosłam podanie o przeniesienie za biurko.
- Dobrze, dobrze. - odpowiedział stary - Mikołaj, to pojedziesz dzisiaj na patrol z Mieszkiem.
- No dobra Panie Komendancie, do zobaczenia na odprawie.
- Do zobaczenia tato.
- Widzimy się za kilka minut. - odrzekł Wysocki.
Po odprawie Mikołaj i Ola wrócili do pokoju. Białach po pas z bronią, a Ola usiadła za biurkiem. Komendant miał przydzielić jej później biurko w kadrach. Aspirant po zabraniu potrzebnych mu rzeczy, pożegnał się z posterunkową, ją pocałował i poszedł do samochodu.

22 listopada

Cała ciąża minęła spokojnie. Dziecko było zdrowe. Czterdzieści tygodnie minęło bardzo szybko. Ola przestrzegała diety, ćwiczyła, chodziła z Mikołajem na spacery. Czasem brali sobie wolne i jechali na spontaniczną wycieczkę, piknik. Gdy Ola tego dnia poczuła skurcze już wiedziała, że zobaczy swe dziecię. Zadzwoniła po Białacha, że akcja się już zaczęła. Aspirant zwolnił się u komendanta i przyjechał po Aleksandrę. Zabrali przygotowanie wcześniej rzeczy i pojechali do szpitala.

23 listopada

Poród zakończył się o godzinie 14:55. Był długi, bo trwał 35 godzin, ale przebiegł dobrze.
Młody - Leo dostał 10 punktów w skali Apgar.

Niestety, po 30 minutach Leo robi się siny, markotny, kończyny stają się wiotkie. Przenieśli go do sali obserwacji, a po nie całej godzinie na oddział intensywnej terapii. W inkubatorze został poddany tlenoterapii biernej.
Lekarze poinformowali, że podejrzewają poważną wadę serce.
Ola i Mikołaj są załamani.

24 listopada

Rodzice zostają poinformowani przez lekarza, że Leo ma poważne problemy z oddychaniem i najprawdopodobniej trzeba je będzie zaintubować. Nie są znane jeszcze powodu. Lekarze zaczęli robić liczne badania m.in. rentgen, konsultacje kardiologiczne, USG, badania krwi, punkcja.
Leo wytrzymał cały dzień na własnym oddechu, z pomocą CPAP. Rodzice i lekarze pozwalają sobie na ostrożny optymizm. 


25 grudnia

Dyżurna doktor o godzinie 4 w nocy budzi Olę i informuje o tym, że Leo sobie niestety nie poradził...
Został podłączony do respiratora...
Nad ranem wyłączył oddech całkowicie...
Ola dzwoni do Mikołaja, jest przerażona.
Białach przyjechał d szpitala pocieszyć zrozpaczoną kobietę. Niestety ochroniarze wyrzucają go, gdyż jest nie w porze odwiedzin.
Kolejne dni nie przynoszą ani poprawy, ani wyjaśnienia.

26 grudnia

Mikołaj przyszedł odwiedzić Olę i Leo. Pani doktor przyszła informacja, że nie wie co dziecku dolega, ale przeczytała w internecie, że może być to "Klątwa Ondyny" i najprawdopodobniej do końca życia będzie skazany na respirator. Wieczorem na prośbę rodziców Leo został przewieziony w stanie zagrożenia życia do Centrum Zdrowia Dziecka.

27 grudnia

Zaczynają się badania. Dziesiątki badań. Zaczyna się znowu kłucie, prześwietlanie, osłuchiwanie, pobieranie. Niestety Ola i Mikołaj są wciąż przerażeni. Znowu słyszą o tej dziwnej chorobie.  W której chory jak zasypia, wyłącza swój oddech. Chory jest na granicy życia i śmierci. Opcja jedna z najgorszych, ale jeszcze są inne.

Nazwa choroby wiąże się się z mitem o nordyckiej bogini Ondynie, która zakochała się w zwykłym nieśmiertelniku. Mężczyzna był jej niewierny, więc bogini w akcie zemsty rzuciła na niego klątwę, która sprawiła, że mężczyzna aby móc oddychać, musiał o tym pamiętać.

28 grudnia

Lekarze odebrali Oli i Mikołajowi nadzieję, ostatnią. Kazali się przygotować, że cokolwiek się okaże, będzie bardzo źle.

29 grudnia

Lekarze podjęli próbę odłączenia Leo od respiratora. Rodzice biorą chłopca pierwszy raz na ręce. Niestety, za każdym razem jak wtulony w Olę zasypia, robi się siny, a poziom wysycenia tlenem krwi nieubłaganie spada 95, 92, 88, 86, 84, 82, 80, 78... Wyjące alarmy zakłócają pierwsze chwile razem...
Wspomagany dodatkowym tlenem i nCPAPem Leo wytrzymuje cały dzień. Nadchodząca noc będzie weryfikująca.

31 grudnia


Kolejna próba ekstubacji zakończyła się niepowodzeniem. Więcej prób nie będzie. Ani lekarze ani Ola i Mikołaj nie wierzą w to, że Leo będzie sam oddychał.


2 stycznia

Lekarze pobrali od Leo materiał genetyczny i wysłali do pracowni analiz molekularnych w Paryżu. Tam dokonana zostanie analiza pod kątem CCHS - Klątwy Ondyny.
Doktorzy postanowi, że do czasu przyjścia wyników Leo zostanie wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Może to potrwać trzy tygodnie, albo miesiąc, albo trzy miesiące, albo rok...


5 stycznia

Leo jest w sedacji. Śpi sztucznym snem, ale czasem otwiera nieprzytomne, smutne oczka. Zaplątany w dziesiątki kabli, pokłuty, oklejony plastrami, karmiony przez sondę, zaintubowany przez nos, ale na pewno czuje, że cały czas jest ktoś przy nim.

Sedacja – obniżenie aktywności ośrodkowego układu nerwowego za pomocą środków farmakologicznych bez wyłączenia świadomości.

14 stycznia

W oczekiwaniu na najważniejszy wynik, Leoś jest poddawany kolejnym badaniom. Wykluczono różne choroby. Każdy negatywny wynik cieszy, a zarazem przybliża Olę i Mikołaja do wiadomości o klątwie.

25 stycznia

Przyszedł fax z Paryżu.
Krótki i bezlitosny.
Leo cierpi na CCHS.
Klątwa jednak została rzucona.
W praktyce oznacza to, że Leo nigdy nie będzie oddychał samodzielnie podczas snu, a może i w czasie czuwania? Czas pokaże.
Leo przejdzie zabieg tracheotomii, co umożliwi podłączanie chłopca do respiratora - do maszyny, od której będzie zależny do końca życia.

29 stycznia

Leo przeszedł zabieg tracheotomii.

25 lutego


Jedzenie to koszmar. Leo od urodzenia był karmiony przez sondę. Czasem posiłki trwają nawet trzy godziny. A czasem Leo całkowicie odmawia ssania.


31 lutego

Sukces! Jednak się udaje, sonda zostaje usunięta całkowicie i Leo przechodzi na karmienie butelką. Jest także coraz bardziej kontaktowy i ciekawy świata.


31 marzec

Czekając na wypis Leo, Ola i Mikołaj uczą się pielęgnacji rany na szyi, zdobyli umiejętność wymiany rurki tracheotomijnej. Wysocka i Białach odbywali szkolenie w zakresie resuscytacji, przeszli żmudne badania psychologiczne oraz ostatecznie uczą się obsługi sprzętu (respirator, pulsoksymetr, pompa ssąca itp.)

5 kwietnia

Ola i Mikołaj podpisują umowę przejścia synka do programu wentylacji domowej. Leo, karetką, na sygnale jedzie do domu! Pierwszą noc Leo śpi z Olą i Mikołajem.

15 kwietnia


Mikołaj wrócił do pracy. Ola została w domu z Leo. Czas jej mija na oswajaniu nowej sytuacji. Leo ma rehabilitacje 4 dni w tygodniu. Wysocka ciągle musi z synkiem jeździć na konsultacje do lekarzy. Najgorsze są dla nich noce, Leo potrafi odłączać się od respiratora co kilkanaście minut, bywa, że kilka razy muszę zmieniać ustawienia sprzętu. Jak każdy niemowlak potrzebuje jedzenia, przewijania, czasem ma kolkę. Ola i Mikołaj potrafią nawet wstać do niego 20 razy jednej nocy.

8 czerwca

Ola i Mikołaj są szczęśliwi. Leo został pozytywnie oceniony przez psychologa!
Jest na adekwatnym dla swojego wieku etapie rozwoju, a do tego jest muzykalny, kreatywny i komunikatywny ;)

1 września

Ola i Mikołaj byli z Leo na jego pierwszych wakacjach w lipcu. Z całym ekwipunkiem oczywiście, z respiratorem itd. Młodemu dzisiaj pierwszy ząbek wyszedł.


Rok później...

Ola przyzwyczaiła się, że musi być cały czas przy Leosiu. Nie widzi poza nim świata. To jej opieki potrzebuje 24h na dobę. Mikołaj pracuje. Tylko czasem Aleksandra ma dość, ale się nie poddaje, wierzy, że niedługo wróci do policji. Tęskni za dawnym życiem.
Nie sposób jej uciec od wydarzeń sprzed roku. Intensywnie wracają obrazy ze szpitala, strzępki rozmów, bezlitosne słowa. Uczucie strachu i przerażenia. Minął rok.

Kolejny rok za nami...

Ola zaczęła chodzić z Leo do żłobka. Raz w tygodniu.

W piątym roku życia wszczepiono Leo stymulator oddechu. Uruchomiony został półtora miesiąca później. Ola wciąż jeszcze nie wróciła do pracy, ale może już niedługo?


Nie wiem czy się spodobało, napisałam tą miniaturkę w stylu pamiętnika, ale jednak nie do końca. Najgorsze jest to, że w rzeczywistości tak wygląda opieka nad dzieckiem chorym na CCHS. Oczywiście wiadomo, że to jest okrojony opis.










niedziela, 8 listopada 2015

I. Seria 18. Rozdział

Rozdział 18. Kim jest osoba na zdjęciu?


- Sami spójrzcie - odpowiedział z grobową miną i podał nam zdjęcie z kadrem z filmu.
- O cholera, ja pierdolę, to nie możliwe - stwierdziłam i uciekłam - przepraszam...
- co to kurwa jest? - zszokowany Mikołaj zadał pytanie dyżurnemu...
Jacek nie wiedział co ma odpowiedzieć zszokowanemu policjantowi.
- Nie wierzę... - Mikołaj nie mógł uwierzyć w to co zobaczył, następnie zadał parę pytań i orzekł, że idzie odnaleźć swoją partnerkę.

Po paru minutach szukania swojej partnerki, odnalazł ją zaryczaną w łazience.
- Ola, wszędzie cię szukam... Uspokój się i nie płacz - aspirant przygarnął mnie do siebie.
- Ja nie wiem... ja nie rozumiem... - zachlipałam i mocniej się w niego wtuliłam.

- cii... cicho... najpierw się uspokój, później się nad tym zastanowisz - próbował mnie uspokoić.
Po parunastu chwilach na tyle się uspokoiłam, że mogłam poprawić makijaż, a następnie mój partner zaprowadził mnie do biura.
- Oluś, powiesz mi jak to możliwe, że na tym filmie znalazłaś się Ty?
- Nie gadajmy o tym, proszę - wstałam z fotela, aby podejść do okna ukrywając łzy.
- Dobrze wiesz, że nie unikniemy tej gatki.
- co mam ci do cholery powiedzieć!? Tak, znam go! Z liceum. Tak, spotykaliśmy się! - wykrzyczałam się Mikołajowi. Znowu się rozpłakałam i wyszeptałam - tylko nigdy bym nie pozwoliła się nagrać. Wiesz o tym, prawda?

Białach wstał z biurka, na którym do tej pory siedział i podreptał do mnie. Wtuliłam się w niego. Staliśmy tak dłuższą chwilę, lecz odsunęliśmy się od siebie, gdyż do pokoju wszedł Jacek.
- Masz coś dla nas? - zapytał Mikołaj.
- Owszem, prośbę od dochodzeniówki. Do Oli. - westchnęłam.
- Tak? - zapytałam.
- Żebyś poszła i złożyła zeznania w tej sprawie.
- Yhym.

Z miną nieszczęśliwca udałam się piętro wyżej. Dla mnie złożenie tych wyjaśnień było cholernie trudne. Na moje szczęście okazało się, że był to jeden jedyny film spośród kilkuset, który nigdzie nie został opublikowany. Wyszłam stamtąd pół godziny później z kopertą.


***

- co tam masz? - zapytał Białach, gdy wsiadłam do radiowozu.
- Nic takiego. zdjęcia innych dziewcząt.
- Po co ci?
- Może rozpoznam jakąś koleżankę z liceum.
- Ale cię męczą...
- Przestań - spojrzałam się wymownie na niego.
- Nie żartuję. Nie możesz się przemęczać przecież - Mikołaj zachichotał.
- Bardzo śmieszne. Serio. - Postanowiłam się nie przejmować nim i skupiłam się na przeglądaniu fotek.
chwilę później...
- O kurwa! - nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam przed sekundą.
- co?
- Patrz na to. - Podałam mu fotografię.
- Ale jaja.
- Mikołaj uważaj!!! - krzyknęłam, gdyż przed maską pojawił nam się rowerzysta.
- Kurwa, idiota. Mało brakowało.
Machnęłam głową z miną niedowierzania i odetchnęłam z ulgą. Mało brakowała, aby doszło do zderzenia.
- Wracajmy na komendę - zadecydowałam.
- Ok, zgłoś Jackowi.

***

Godzina 18:00

- Zaraz wracam. - Powiedziałam i udałam się na wyższe piętro, do dochodzeniówki.
Przekazałam koledze co ustaliłam, ale także miałam prośbę, na którą się zgodził.

chwilę przed 19-tą wraz z Mikołajem, zdaliśmy broń, przebraliśmy się z mundury i wyszliśmy przed komendę.
- Wpadniesz do mnie na kolację?
- chętnie.
- To co o 20:30?
- Okej, to lecę. - Pożegnaliśmy się namiętnym pocałunkiem


***

DOM

- Na prawdę bardzo dobra kolacja - skomplementował potrawę po zjedzeniu. Uśmiechnęłam się.
- Mikołaj, możemy pogadać?
- Jasne, o czym?
- Może wyjdziemy na balkon i tam pogadamy? Dzisiaj niebo jest piękne.
- Gwiazdy chcesz pooglądać?
- Owszem. - Wyciągnęłam go na balkon.
- Ale ładnie. - Nie mogłam się napatrzeć.
- co chciałaś mi powiedzieć?
- Tak sobie pomyślałam... - spojrzałam w jego piękne oczy... - może chciałbyś...
- co chciałbym?
- Zamieszkać razem?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Na prawdę?
- Ola? - spojrzałam się na niego i wyczekiwałam odpowiedzi - Oczywiście, że tak. Wiesz co?
- Tak?
- Kocham cię.
- Pierwszy raz mi to powiedziałeś, wiesz? Ja ciebie też. - Pocałowałam go namiętnie.

***

Następny dzień...

Obudziłam się szczęśliwa, u boku Mikołaja. Próbowałam wstać, aby nie obudził mojego mężczyzny, ale nijak mi to wyszło.
- Gdzie moje Kochanie się wybiera? - przyciągnął mnie do siebie i dał mi całusa.
- Do kuchni. Trzeba wstawać do pracy. Kawy?
- Z przyjemnością.
- To wstawaj, bo nie dostaniesz. - Pokazałam mu język i uciekłam do kuchni, przyrządzić śniadanie.
Mikołaj już po chwili zjawił się w kuchni. Objął mnie od tyłu w pasie i przyglądał się jak nalewam sobie sok.
- Kawa ci wystygnie. - Ostrzegłam go.
- Nie brakuje ci jej?
- Nie, sok też jest dobry. - odpowiedziałam z uśmiechem - siadaj do stołu.
Wzięliśmy się za konsumowanie kanapek.
- Pomyślmy o imieniu dla naszego szkraba. - zarządziłam.
- Hmm... Może Paweł? - rzucił pomysłem pierwszy.
- Wiesz, że to jedne z najpopularniejszych imion.
- No to inne...
- Leo?
- Leon? Aaa, Leo, podoba mi się - uśmiechnęliśmy się do siebie - a na drugie Michał?
- To będzie Leo Michał Białach - potwierdziłam wybrane imiona.
Dojedliśmy kanapki i przygotowaliśmy się do wyjścia. Na spokojnie, mieliśmy jeszcze zapas czasu.


***
Na komendzie

Szliśmy akurat do biura po mundury, gdy zaczepił nas dyżurny.
- Hej Wam, Olu, Tomek prosił mnie żebym ci przekazał, żebyś podeszła do niego na chwilę po odprawie.
- Dobra. Wpadnę. Dzięki

Po wyznaczeniu rewirów, komendant zakończył odprawę i udałam się na drugie piętro.
- Siema, chciałeś żebym przyszła, to jestem - Przywitałam się z Tomkiem z dochodzeniówki.
- Dobrze, że jesteś. - i dodał po chwili - Rozmawiałem z Grudą.
- Jak zareagowała?
- Wkurzyła się, nie ma co jej się dziwić zresztą.
- Mogłabym z nią pogadać?
- Słucham? Nie mogę ci pozwolić.
- Dlaczego? - przykro mi się zrobiło.
- Jesteś w ciąży, nie możesz się wkurzać.
- Pięć minut - zrobiłam słodkie oczy - proszę.
- Ehh... dobra. Pięć minut i ani minuty dłużej. - Pogroził mi palcem - Ale muszę być przy tym.
- Dobra, już dobra. Dziękuję.

- Ooo, kogo ja tu widzę, posterunkowa - powiedziała Gruda ze złośliwym uśmiechem.
- Daruj sobie. - przewróciłam oczami. - Dlaczego chciałaś zrobić mi krzywdę?
- To jeszcze tego nie wiesz? Głupia jesteś.
- chcę to usłyszeć od ciebie, moja droga.
- Zgadnij sobie jak żeś taka mądra.
- chodzi ci o tego gnojka? Grochowskiego?
- Może...
- Nie denerwuj mnie! - przybrałam wściekły wyraz twarzy i powiedział to podniesionym głosem.
- co ja ci takiego zrobiłam, się pytam!? - walnęłam ręką w biurko. - do cholery!
- Już zapomniałaś, że mi go odbiłaś? Suko głupia.
- Nie wierzę... dobrze rozumiem? - nie dowierzałam - chciałaś mnie zabić dlatego, że kiedyś byłam w związku z nim?
- On był moim chłopakiem! Nie miałaś prawa!
- On cię wykorzystał... A Ty za próbę zabójstwa pójdziesz siedzieć - spojrzałam na ścianę - na jakieś 15 lat. Było warto?
Uznałam, że należy skończyć tą dyskusję. Wyszliśmy z pokoju przesłuchań. Buzka odprowadził ją do komisarzy, którzy mieli ją odwieźć do aresztu. Albowiem prokuratura zarządziła, że na rozprawę będzie czekać za kratkami.

***

Wróciłam do pokoju, gdzie czekał na mnie mój partner. A następnie udaliśmy się na patrol. Został nam oczywiście przydzielony bardzo spokojny rewir, więc aby się dłużej nie nudzić zgłosiliśmy o 13-ej przerwę i wróciliśmy na komendę, aby obiad zjeść w stołówce. Pani Zosia nas miło przywitała, a po podaniu nam posiłku, dosiadła się do nas, aby wypytać jak przebieg ciąży. A później standardowo wróciliśmy na patrol. A chwilę później dostaliśmy zgłoszenie, więc nie nudziliśmy się.



Mam nadzieję, że spodobało Wam się opowiadanie ;) Komentarze jak najbardziej mile widziane!
Buziaki


piątek, 6 listopada 2015

Streszczenia odcinków 129-132

Streszczenia odcinków 129-132



Odcinek 129

Aresztowany zostaje gangster związany z grupą, która została zatrzymana w wyniku prowokacji posterunkowej Wysockiej. Mężczyzna nie przyznaje się do nękania jej pogróżkami, ale smsy wreszcie ustały. Ola wraca do pracy. Na patrolu z Mikołajem dostają zgłoszenie o włamaniu. Już na pierwszy rzut oka włamanie wygląda na upozorowane. Nikt nie ma wątpliwości, że złodziejem jest pracujący u okradzionej rodziny ogrodnik. Wkrótce okazuje się, że chłopak może mieć na sumieniu dużo więcej. Białach i Wysocka będą też ścigać fałszywego taksówkarza. W jego ujęciu pomoże sierżant Beata Gruda.

Odcinek 130

Do Krzyśka przychodzą panie z MOPSU. Mają ocenić, czy Krzysiek dobrze zajmuje się dzieckiem. Samotny ojciec - jeszcze z taką pracą - to nie jest ich zdaniem dobry klimat dla rodziny. Krzysiek kłamie, ze w opiece nad Tośkiem pomaga mu przyjaciółka. Panie zapowiadają, że za tydzień przyjdą jeszcze raz na kontrolę. Tymczasem na jednym z zamożnych wrocławskich osiedli ktoś włamuje się do budki ochroniarza i kradnie twardy dysk z nagraniem. Dla policjantów staje się jasne, że nagranie zarejestrowały jakieś przestępstwo. Podobnie uważa wścibski ochroniarz, który postanawia pomóc policjantom w śledztwie. Rozwiązanie sprawy zaskoczy nawet jego. W tym odcinku Krzysiek i Emilka zajmą się też sprawą pewnego bardzo kochliwego mężczyzny. Jego miłość do wielu kobiet sprawiła że trafił nie tylko do szpitala ale również przed oblicze prokuratora.

Odcinek 131

Beata Gruda żali się Oli, że czuje, że ich stosunki ostatnio się popsuły. Zaprasza ją do siebie na wieczór - napiją się wina, pogadają jak za starych czasów, powspominają. Ola się zgadza, ale na patrolu zwierza się Mikołajowi, że to nie jest już ta sama Beata, którą znała w liceum. Tymczasem muszą się zająć sprawą pieszego, który został potrącony na ulicy, ale mimo odniesionych ran uciekł z miejsca wypadku. Wkrótce okazuje się, że to obywatel Ukrainy. Mężczyzna trafia do szpitala a policjanci znajdują przy nim nóż domowej roboty. Jaką tajemnicę kryje Ukrainiec? Czego się boi? Skąd i dlaczego uciekał. Pytań jest wiele a czasu coraz mniej. Białach i Wysocka zatrzymują także pijanego chuligana, który - kiedy ma zostać wypuszczony na wolność - za nic nie chce opuścić komisariatu… Wieczorem Mikołaj spotyka się z ratowniczką medyczną. Świetnie się bawią, a tymczasem Ola siedzi z Beatą Grudą. Nagle zaczyna jej się kręcić w głowie. Beata mówi, że dosypała jej do wina środek usypiający, a teraz nadchodzi czas jej zemsty.

Odcinek 132

Przerażony mężczyzna zgłasza się na policję. Został okradziony ze sporej sumy pieniędzy. Problem w tym, że nie pamięta, jak to się stało. Krzysiek i Emilka muszą odtworzyć wydarzenia z poprzedniego wieczoru i ustalić, czy naprawdę doszło do przestępstwa. Wkrótce, podczas zatrzymania narkomana, Emilka kaleczy się igłą ale bagatelizuje sprawę. Jedzie z Krzyśkiem na wezwanie urzędniczki ze skarbówki, która twierdzi, że doszło do próby wręczenia korzyści majątkowej. Łapówka jest jednak nietypowa i wkrótce znika w bardzo prozaicznych okolicznościach. Wieczorem Emilka idzie do Krzyśka. Grają przed paniami z MOPSU zgodną parę. Reakcja Tośka jest wzruszająca, ale wkrótce sielankę burzy telefon ze szpitala, do którego trafił narkoman, który skaleczył Emilkę. Tymczasem Mikołaj nie może dodzwonić się do Oli ale nie przejmuje się tym za bardzo - mają w końcu wolny dzień, a po ploteczkach przy winie u Grudy Ola pewnie odsypia. Wieczorem Mikołaj dostaje bardzo niepokojący sms od Oli.








Do Krzyśka przychodzą panie z MOPSU. Mają ocenić, czy Krzysiek dobrze zajmuje się dzieckiem. Samotny ojciec - jeszcze z taką pracą - to nie jest ich zdaniem dobry klimat dla rodziny. Krzysiek kłamie, ze w opiece nad Tośkiem pomaga mu przyjaciółka. Panie zapowiadają, że za tydzień przyjdą jeszcze raz na kontrolę. Tymczasem na jednym z zamożnych wrocławskich osiedli ktoś włamuje się do budki ochroniarza i kradnie twardy dysk z nagraniem. Dla policjantów staje się jasne, że nagranie zarejestrowały jakieś przestępstwo. Podobnie uważa wścibski ochroniarz, który postanawia pomóc policjantom w śledztwie. Rozwiązanie sprawy zaskoczy nawet jego. W tym odcinku Krzysiek i Emilka zajmą się też sprawą pewnego bardzo kochliwego mężczyzny. Jego miłość do wielu kobiet sprawiła że trafił nie tylko do szpitala ale również przed oblicze prokuratora.



niedziela, 1 listopada 2015

I. Seria 17. Rozdział

Rozdział 17. Gdyby nie Jacek, nie wiem jak to by się skończyło.




Przechodziliśmy przez kolejne pomieszczenie, gdy nagle ktoś złapał mnie od tyłu, a druga osoba pojawiła się przed nami:
- Puszczaj ją! - wycelował w nas Mikołaj, ale wiedzieliśmy oboje, że nie strzeli, bo za dużo ryzykował.
- Bo co mi zrobisz? He he
- Rzuć ten nóż do cholery!
- To Ty odłóż gnata, to może Wam nic nie zrobimy - powiedziała kobieta.
- czego od nas chcecie, co!? - zadałam pytanie.
- Zemsty! Pożałujecie wszyscy! - powiedział siwowłosy mężczyzna...
- To teraz patrz Białach! - blondynka wyciągnęła broń i wycelowała we mnie. Zamknęłam oczy.
- NIEEEE ! - krzyknął mój partner i padł strzał... ale to nie ja dostałam. Ani Gruda... ani także Kwieciński...

Mikołaj podbiegł do niej. Właśnie Mikołaj... On także nie oberwał, zdążył złapać broń i skierować ku górze. Obezwładnił ją w jednej chwili i wytrącił jej pistolet. Ale ja wciąż była przytrzymywane przez tego gnojka.

- KONIEC ZABAWY! PUŚĆ JĄ! - darł się aspirant.
- Bo co? He he - podinspektor igrał z nim.
- Za kilka minut będzie po tobie. Wiesz o tym dobrze. - próbował opanować sytuację.
- Przez te parę minut mogę poderznąć jej gardło. - Ostrze zbliżyło się niebezpiecznie do mojej szyi.
- Pożałujesz... - nie zdążył dokończyć zdania dowódca. To wszystko trwało ułamek czasu. Wpadli antyterroryści, w jednej chwili poleciałam do przodu, a Kwiecińskiego obezwładnili ATecy. Byłam w szoku. W wielkim szoku. Po minucie obydwoje leżeli przyciśnięci do podłogi, a Mikołaj podbiegł do mnie i mnie przytulił.

- W porządku? - zapytał zaniepokojony.
- Tak... chyba tak. - wyszeptałam przestraszona. - a z Tobą?
- Też. Chodźmy na zewnątrz. Ochłoniemy. Byłaś dzielna. - przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło.

Po 7 minutach Kwieciński ze swoją wspólniczką zostali wyprowadzeni z budynku do radiowozów.
Opowiedzieliśmy dowódcy jednostki antyterrorystycznej co tam się wydarzyło przed ich przyjazdem. Mieliśmy szczęście, że Jacek zareagował szybko jak się zorientował, że nie ma z nami kontaktu i może nam grozić niebezpieczeństwo. Mikołaj poinformował dyżurnego, że wszystko jest OK i nie potrzebujemy pomocy medycznej. Jacek zalecił napisanie nam notatki, a po jej ukończeniu powrót na bazę i spisanie raportu. Napastnicy zostali przetransportowani na komendę i osadzeni w areszcie. Odpowiedzą z artykułu 223 § 1, KK, - napaść na funkcjonariusza publicznego z użyciem broni - za co przewidziane jest pozbawienie wolności od roku do lat 10, a także dostaną zarzuty z artykułu 148. §1 w zw. art. 13 §3 - usiłowanie zabójstwa funkcjonariusza na służbie, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.


***

O 19:00 wyszliśmy z pracy. Mikołaj zabrał mnie na kolację do restauracji, następnie pojechaliśmy do mojego mieszkania, gdyż nie miałam ochoty sama zostawać. Oglądaliśmy komedię i przy tym świetnie się bawiliśmy. O 10 wieczorem stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni, poszliśmy wziąć wspólny prysznic, a następnie położyliśmy się spać. Długo nie mogłam zasnąć po dzisiejszych wydarzeniach.

***

Kolejny dzień

Rano postanowiłam, że po odprawie porozmawiam z ojcem. Nie chciałam dłużej ukrywać, że ojcem mego dziecka jest Białach. Nie było sensu. Tym bardziej, że wróciliśmy do siebie. Ale przed odprawą pojechaliśmy na badania. Mieliśmy się dowiedzieć czy będzie córeczka czy synek. Gdy dotarliśmy do lekarza była tylko na szczęście jedna kobieta przed nami, więc po paru minutach czekania zostaliśmy zaproszeni do gabinetu.
- Witam Pani Olu - przywitała się ze mną lekarka.
- Dzień dobry, to jest Mikołaj, to on jest ojcem - przedstawiłam mojego partnera.
- Miło mi poznać, Urszula Opolska - przedstawiła się Pani ginekolog.
- Mi również - odpowiedział mężczyzna,
- Pewnie nie możecie się doczekać jak Wam powiem jaka płeć dziecka? - zapytała ciemnowłosa kobieta wskazując ręką, - Proszę się tam położyć i podciągnąć bluzkę do góry.
Wykonałam polecenie, Białach usiadł koło łóżka, a kobieta po drugiej stronie. Po chwili znaliśmy już odpowiedz.
- Chłopiec - stwierdziła kobieta, a my bardzo się ucieszyliśmy. Widziałam jak dumny był Miki.

***

Po wizycie udaliśmy się na komendę. Po założeniu munduru powiedziałam aspirantowi, że lecę pogadać z komendantem pogadać o nas i poinformować, że spodziewamy się chłopca.

- Mogę na chwilę? - zapukałam do drzwi i zajrzałam do środka.
- Jasne, siadaj. - stwierdził stary i po chwili rozpoczął konwersację - Olu, przepraszam Cię za to, co ostatnio powiedziałem. Chcę żebyś wiedziała, że o Tobie tak nie myślę, wiem poniosło mnie, jeszcze raz przepraszam.
- Wybaczam Ci i mam nadzieję, że nigdy więcej się to nie powtórzy - powiedziałam groźnie.
- Z czym do mnie przychodzisz? - zapytał Wysocki.
- Spodziewam się chłopca - oświadczyłam ojcu  - a co do naszych ostatnich sprzeczek, to chcę żebyś wiedział, że to Mikołaj jest ojcem i mam nadzieję, że zaakceptujesz nasz związek.
- Rozumiem, leć na patrol, bo już późno - uśmiechnął się, ale i skrzywił się słysząc z kim zaszłam w ciążę.

***
Patrol...

- 05 dla 00 - wywołam Jacka przez radio.
- Tak piątka? - po chwili odezwał się dyżurny.
- Wpisz nas na patrol. - rzekłam.
- Na reszcie, myślałem, że dzisiaj się Was już nie doczekam - odpowiedział żartując - pojedzcie od razu na ulicę Koszykową 15 m 6.
- A co tam się szykuję dla nas? - zapytałam.
- Zatrzymajcie Mariusza Grochowskiego. Jest podejrzewany o rozpowszechnianie treści pornograficznych. - odpowiedział Nowak.
- To chyba sprawa dochodzeniówki? - zadałam pytanie.
- Tak, ale teraz nie mogą nikogo wysłać, więc poprosili nas. - oświadczył aspirant.
- Dobra, lecimy. - zakończyłam wymianę zdań.

Po 13 minutach...

(Pukamy do drzwi)
- Czego? - otworzył nam drzwi.
- Aspirant Białach, a to posterunkowa Wysocka, Komenda Miejska - przedstawił nas.
- Pan Mariusz Grochowski? - zapytałam się mężczyzny.
- Ta, ja chyba skąd Cię kojarzę - stwierdził Grochowski.
- Raczej nie... Pojedzie Pan z nami na komendę - odrzekłam.
- Po co? Nie macie prawa mnie zatrzymać. Nigdzie nie jadę!- zdenerwował się.
- Wyjaśnimy sobie wszystko na komendzie - odpowiedział zniecierpliwiony Białach - pojedzie Pan dobrowolnie czy mam użyć kajdanek?
- A pieprz się. - podejrzewany próbował zamknąć nam drzwi przed nosem, ale nie zdążył. Po chwili wyprowadziliśmy go do radiowozu w bransoletkach. Poczekaliśmy na techników, którzy mieli zabezpieczyć komputer i inne nośniki danych w mieszkaniu.

Komenda...

Zaprowadziliśmy Grochowskiego do pokoju przesłuchań. Nie był zbyt rozmowny. Kpił sobie z nas w żywe oczy, czym bardzo nas denerwował. Postanowiłam zakończyć tą szopkę, gdyż zaczął mnie wyzywać od suk. Po kilku godzinach ściągnął nas dyżurny z patrolu, gdyż miał do przekazania nam pewne informacje związane z tą sprawą.
- Co tam informatycy odkryli? - zapytał Mikołaj, jak weszliśmy do dyżurki.
- Kilka tysięcy filmów. Ale jeden film ich zaintrygował, albo raczej kobieta w nim występująca. - spojrzał się Jacek na mnie.
- Co za kobieta? - zapytał Białach.
- Sami spójrzcie. - odpowiedział z grobową miną i podał nam zdjęcie z kadrem z flmu.
- O cholera, ja pierdolę, to nie możliwe. - stwierdziłam i uciekłam - przepraszam...


Mam nadzieję, że Was przestraszyłam tym opowiadaniem ;)
A także mam nadzieję, że Wam się spodobało.
Jak myślicie czy Beata bezinteresownie pomaga Kwiecińskiemu, czy ma jakiś powód? (nie bierzcie pod uwagę serialu).
Kto jest na kadrze z filmiku pornograficznego? Ciekawa jestem czy ktoś zgadnie. A propos ostatniego opowiadania, żadna osoba w komentarzu nie zastanowiła się kim są napastnicy.

Pozdrawiam ;-)