poniedziałek, 31 sierpnia 2015

I. Seria 5. Rozdział

Rozdział 5. Umarła czy nie...


Oglądałem jakiś kiepski film. Po pól godzinie zadzwonił telefon, wziąłem telefon do ręki, a na ekranie wyświetlił się napis "Wysocki", odebrałem...
- Co jest szefie? - zapytałem zaniepokojony.
- Mikołaj, Ola... Ola... - powiedział przez łzy.
- Co z nią? - byłem przerażony, nie chciałem tego usłyszeć...
- Budzi się, ale nie ma jeszcze z nią kontaktu... - orzekł
- Już jadę - odetchnąłem z ulgą, po rozłączeniu się, sięgnąłem po kluczyki od auta i pojechałem.

(Ola)

Słyszałam głosy, wszystko mnie bolało, ale ledwo poruszyłam ręką, nie mogłam otworzyć oczu ani nic powiedzieć. Tak jakbym śniła na jawie. Słyszałam mojego ojca, póżniej Mikołaja też.

(Mikołaj)

Do szpitala dotarłem w dosłownie kilka minut, pędziłem jak oszalały. Chciałem Olkę zobaczyć zaraz, już, teraz. Na korytarzu spotkałem komendanta rozmawiającego z lekarzem.
- Co z Olą, jak się czuje? - zadawałem pytania.
- Mikołaj, uspokój się. Budzi się, ale lekarz mówi, że to może potrwać. - ostudził mój zapał Wysocki
- Pani Aleksandra, była w poważnym stanie, była przez trzy miesiące w śpiączce. Nie wiemy w jakim stanie jest jej mózg, nie wiemy także czy nie ma amnezji. Musicie panowie uzbroić się w cierpliwość. Wybudzanie jest czasochłonne. Wracam do obowiązków - przywołał nas na ziemię lekarz.

(Weszliśmy do sali. Usiedliśmy przy niej)


***

Tydzień później...

Dwa dni temu wybudziłam się całkowicie ze śpiączki. Mam tylko częściową amnezję. Nie pamiętam nic z tamtego dnia, w którym o mało nie zginęłam. Ale mnie bardziej martwi noga. Mam na niej stabilizator i lekarz każe mi chodzić przez długi czas o kulach. Rehabilitacja może potrwać nawet kilka miesięcy i nikt mi nie obieca, że będę w pełni pełnosprawna. Ojciec i Mikołaj codziennie mnie odwiedzają, Monika i Krzysiek też wpadają, nawet Jacek przyszedł. Postawiłam sobie za cel wrócić jak najszybciej do pracy. Tęskniłam za nimi. Marzyłam już o tym żeby wrócić do domu. Ale ojciec pewnie chciałby żebym na czas rekonwalescencji zamieszkała u niego, ale ja wolę wrócić do swojego mieszkania. Wiedziałam, że Mikołaj u mnie wciąż mieszka i mi pomoże, ale tego ojciec nie wiedział. Źle by zareagował.

***

Trzy tygodnie później...

Lekarz pozwolił mi wyjść do domu jutro. Bardzo się z tego cieszę. Poproszę Mikołaja, żeby po mnie przyjechał.


Hej! Sorry, że krótki rozdział, ale jakoś tak wyszło, że nie mam siły dzisiaj pisać dalej. Niestety żadna z was mnie zabije :-) .
Oglądaliście dziś odcinek? Ależ Jacek zaczął podrywać naszą piękną posterunkową, szkoda, że ona tak się broniła przed flirtem :-)  Mina Mikołaja po spotkaniu faceta Kamilii - bezcenna :-)  Jutro smutniejszy odcinek, uważam, że Dorota zginęła przy akcji policyjnej. Nie wiem co mam jeszcze napisać.

Pozdrawiam i czekam na komentarze.
Paulina

niedziela, 30 sierpnia 2015

I. Seria 4. Rozdział

Rozdział 4. Czy Ola się wybudzi ze śpiączki?

(Oczami Mikołaja)

Następnego dnia, rano

Lekarz pozwolił mi i Wysockiemu wejść do sali, w której leży Ola. Jej stan uległ lekkiej poprawie, ale wciąż była nieprzytomna... podłączona jest do masy sprzętu... Leży taka bezbronna...
- Oleńko, obudź się, błagam...- szepnął Wojciech i łzy mu poleciały - miałeś ją chronić!
- Przepraszam - powiedziałem i uciekłem ze szpitala.

Nie byłem w stanie patrzyć na nią. Cholernie cierpiałem, bałem się, że się nie obudzi... że może umrzeć... "nie, nie może. Nie może zostawić mnie i ojca. Przecież komendant tego nie przeżyje" powtarzałem w myślach. Zależy mi na niej, tylko z nią potrafiłem... potrafię... się dogadać... Udałem się do mieszkania Oli. Po drodzę kupiłem pół litra wódki i jakiś sok. Miałem ochotę się spić do nieprzytomności.

***

Wzięłem kieliszek i szklankę z kuchni. Poszedłem do salonu. Nad telewizorem stał album ze zdjęciami Aleksandry. Usiadłem i położyłem go obok siebie. Nalałem alkohol i sok do szkła i od razu się napiłem. Po trzecim kielichy, sięgnęłem po album, otworzyłem go na pierwszym zdjęciu, na nim była cała rodzina z małą jeszcze Olą. Moja partnerka z wyglądu wdała się w mamę... Przeglądałem dalej... Zdjęcie z Bożego Narodzenia sprzed 16 lat. Była już na zdjęciu tylko z ojcem. Ich pierwsze święta bez matki i żony... Na ostatnich kilku zdjęciach byłem z Olą. Wygłupialiśmy się na imprezie w firmie. Wtedy poczułem strach, że mogę ją stracić, ból w sercu był do nie wytrzymania... Jedna z ważnych mi kobiet w życiu, a mogłem ją tak łatwo stracić... piłem do upadłego...

***

Mijały dni...

A Ola wciąż nie odzyskała przytomności. Codziennie przychodzę do niej, siedzę i mówię do niej... Proszę żeby walczyła... lekarze nie dają nadziei, ale ja wciąż wierzę, że się obudzi...

Tygodnie...

Musiałem wrócić do pracy. Skończył mi się urlop. Miałem poznać nową partnerkę, ale nie miałem ochoty. Nikt nie zastąpi Wysockiej. Poszedłem na komendę, przebrałem się w mundur i poszedłem do komendanta.
- Dzień dobry szefie - wszedłem do pomieszczenia i się przywitałem
- Witaj, Mikołaj. Jak się czujesz? - zapytał
- Nienajlepiej, a Pan? - odpowiedział
- Jak mam się czuć? Moja jedyna córka leży nieprzytomna w szpitalu... - rzekł z żalem - Mikołaj, przemyślałem to, to nie Twoja wina.
- Z kim będę jeździł w patrolu? - spytałem
(Komendant wezwał moją nową partnerkę, która po chwili przyszła)
- To jest sierżant Emilia Drawska, a to aspirant Mikołaj Białach - przedstawił nas sobie szef.
- Cześć - przywitałem się z brunetką o brązowych oczach.
- Cześć, miło Cię poznać - uśmiechnęła się Emilka.
- Ciebie również, to co lecimy na patrol? - zapytałem.

Patrolowaliśmy ulice. Jak na złość nic się nie działo. Wolałbym czymś się zająć, żeby nie myśleć o Oli.

- Czemu nic nie mówisz? Nie podoba Ci się patrol ze mną? - rozpoczęła rozmowę.
- Do Ciebie nic nie mam, ale martwię się o Olę - powiedziałem
- A kim jest Ola? - zapytała
- Moja stała partnerka w pracy. Jest w szpitalu - rzekłem
- Co się stało? - dopytywała nie wiedząc.
- Podczas naszej interwencji do bójki kiboli, jeden uciekając wjechał prosto w nią. - wygadałem się - walczy o życie, jest w śpiączce. Na przerwie moglibyśmy podjechać do szpitala?
- Niedobrze to wygląda. Jasne, nie ma problemu. - orzekła. - Ona jest dla Ciebie ważna?
- Jest moją przyjaciółką. To moja wina, stary obwinia mnie za ten wypadek. - żaliłem się
- Czemu komendant Cię za to obwinia?
- Olka jest jego córką - powiedziałem - zgłoś przerwę.
- Nie wiedziałam o tym. - mówiła sięgając po radio. - 05 dla 00
- 00 dla 05, zgłaszam się.
- Jak nic się nie dzieje, to zgłaszamy przerwę. - powiedzała sierżant.

Udaliśmy w kierunku szpitala. Na oddział wszedłem sam. Oli stan znowu się lekko tylko poprawił. Wciąż była nieprzytomna.
Po przerwie jezdziliśmy do drobnych zgłoszeń. Około 18 wróciliśmy na bazę. O 20 byłem już w domu. Zrobiłem sobie kolację i usiadłem na kanapie przed telewizorem.
Oglądałem jakiś kiepski film. Po pól godzinie zadzwonił telefon, wziąłem telefon do ręki, a na ekranie wyświetlił się napis "Wysocki", odebrałem...
- Co jest szefie? - zapytałem zaniepokojony.
- Mikołaj, Ola... Ola... - powiedział przez łzy.
- Co z nią? - byłem przerażony, nie chciałem tego usłyszeć...

sobota, 29 sierpnia 2015

Wierna jak pies

Policjantki i policjanci - Wierna jak pies


Hej. Jak wrażenia po filmie? Ja osobiście czuję niedosyt. Za mało akcji, szczególnie tych niebezpiecznych. Osobiście uważam, że nie powinno tam być Emilii. Byłoby o parę minut ciekawszych. Nie żebym jej nie lubiła, ale po prostu jej postać działa mi nerwy. Kowalczyk - matko święta, ratujcie! Ta postać to jakaś masakra... Film świętny pomimo wszystko. A wy jak uważacie? Który moment był najlepszy?




P.S. Rozdział dodam dzisiaj w nocy, albo jutro. Pozdrówka!

piątek, 28 sierpnia 2015

I. Seria 3. Rozdział

3. Rozdział. Life is brutal.


Długo nie rozmyślałam, gdyż po chwili zasnęłam.

***

Następnego dnia...

Gdy usłyszałam dzwoniący budzik, otworzyłam oczy i leniwie sięgnełam po telefon. Była godzina 7:15. "Spokojnie zdążę" pomyślałam i rozciągnęłam się ostatni raz, a następnie wstałam. Poszłam do salonu sprawdzić czy Mikołaj już wstał "Dziwne, nie ma go. Może w kuchni albo w łazience jest". Udałam się do kuchni, Białacha także w niej nie było. Zamiast niego zobaczyłam przygotowane śniadanie i herbatę oraz kartkę. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam "Olu, zrobiłem śniadanie. Wyszedłem wcześniej, żeby pozałatwiać kilka spraw. Spotkamy się na komendzie. Smacznego. Mikołaj". Zjadłam kanapki, weszłam do łazienki, wzięłam prysznic, zrobiłam lekki makijaż i poszłam się ubrać. Gdy wyszłam z domu była godzina 7:40. 

***

Po 15 minutach dotarłam do pracy. Spokojnie przebrałam się w mundur i poszłam na odprawę. Mikołaj już był. Przywitałam się ze wszystkimi, a po wyznaczeniu rewirów, z pokoju wzięliśmy radiostacje i udaliśmy się do samochodu.

***

Patrolowaliśmy ulice już drugą godzinę. Wystawiliśmy kilka mandatów, pouczeń, ale ogólnie była cisza i spokój, żadnych wezwań. Więc zaczęłam rozmowę:
- Mikołaj, czemu wyszedłeś tak wcześnie?
- Miałem parę spraw do załatwienia - odpowiedział
- Jakich? - dopytywałam
- Nie ważne - powiedział
- Czemu nie chcesz powiedzieć? - zapytałam i wtedy naszą rozmowę przerwał Jacek, nasz dyżurny.
- 00 dla 05, zgłoś się.
- 05, zgłaszam się - odpowiedziałam, niechętnie podnosząc radiostację.
- Macie zgłoszenie na ulicę Belwederską 14, bójka pod blokiem.
- Coś więcej wiesz? - zapytałam
- Najprowdopodnie są to kibice dwóch wrogich sobie drużyn piłkarskich. Zgłasza lokator tego bloku. Włączcie sobie górę z zachowaniem ostrożności i jedźcie. - rzekł Nowak.

***

Po 7 minutach, dojechaliśmy na miejsce. z daleka było ich widać. Mikołaj szybko zaparkował i wybiegliśmy z samochodu. Gdy przebiegałam na ulicę, usłyszałam pisk opon odjeżdżającego samochodu, spojrzałam w bok i zobaczyłam jadący prosto na mnie samochód, był kilkanaście centymetrów odemnie. Poczułam ból i straciłam przytomność...

(Mikołaj)

Biegłem dwa metry przed Olą. Usłyszałem pisk opon i się odwróciłem. Zamarłem. Zobaczyłem jak Wysocka z latuję z maski i upadła. Ten gnojek uciekł. Od razu podbiegłem do mojej partnerki, wyglądało to wszystko bardzo źle, ona nieprzytomna, kałuża krwi... sprawdziłem puls - żyje.
- 05 dla 00, zgłoś się... 05 dla 00, zgłoś się!
- Co się dzieje?
- Karetkę pilnie, kur*wa! Karetkę wzywaj! Olka jest ranna, potrącił ją samochód.
- Wysyłam. Macie jakiegoś zatrzymanego?
- Nie, sprawca najprawdopodobniej porusza się zielonym Nissanem Almerą, tablice to DW5589L.
- Zapamiętałeś? - zapytał Jacek
- Nie, kur*a wymyśliłem. Powiadom starego. Bez odbioru. - powiedziałem.

Po 16 minutach, które trwały całą wieczność dla mnie, pojawiła się karetka. Opisałam sytuację.
- Co z nią? - zapytałem
- Jest w ciężkim stanie, ma obrażenie głowy, najprawdopodobniej uszkodzone organy. Zabieramy ją do szpitala? - stwierdził ratownik
- Do jakiego?
- Na Traugutta.
- Dobrze, jedzcie - powiedziałem.

Poczekałem aż przyjedzie inna załoga zabezpieczyć miejsce zdarzenia i wróciłem na komendę. Spisałem raport, przebrałem się. Po poinformowaniu komendanta, zwolniłem się wcześniej. Pojechałem do szpitala. Musiałem być przy Olce teraz.


***

W szpitalu...

Odnalazłem komendanta i zapytałem się w jakim jest stanie jego córka.
- Jest operowana, Boże, mam tylko ją, nie mogę jej stracić Mikołaj - Wysocki był załamany. Pierwszy raz widziałem jak płakał.
- Wyjdzie z tego, musi, jest silna - pocieszałem go i siebie. Czułem się winny tej sytuacji...

Operacja ciągnęła się i ciągnęła, a my wciąż nie mieliśmy żadnych informacji o Oli.

Po 5 długich godzinach wyszedł lekarz.
- Czy Panowie są z rodziny Pani Aleksandry Wysockiej? - zapytał doktor
- Jestem jej ojcem - odpowiedział komendant.
- Operacja się powiodła, ale stan pańskiej córki jest ciężki i niestabilny. Doznała bardzo poważnych obrażeń. Miała uszkodzoną lekko podstawę czaszki, przebitą wątrobę i podwójne złamanie z przemieszczeniem kość strzałkową w lewej nodze oraz zerwane wiązadło, do tego kilka złamanych żeber.
- Czy będzie żyła - zapytaliśmy razem z szefem jednocześnie.
- Najbliższe godziny będą decydujące - odpowiedział i wrócił do swoich obowiązków lekarz.

Opadliśmy na krzesła i ukryliśmy twarze w dłoniach. Byliśmy załamani.

Ciąg dalszy nastąpi...

I jak wrażenia?
Ola przeżyje czy nie? Jak myślicie?
Jeśli przeżyje, w jakim stanie będzie?
Czy Wysocki wybaczy Mikołajowi, że nie ochronił jego córki?
Jak się będzie czuł Mikołaj?

Pozdrowienia dla Nadii, która czyta mojego bloga i komentuje :-) 

środa, 26 sierpnia 2015

I. Seria 2. Rozdział

Rozdział 2. Kłótnia z ojcem, wyprowadzka Mikołaja, propozycja nie do odrzucenia

Miesiąc później...


Jak co rano, wstałam, ubrałam się, zjadłam śniadanie i pojechałam do pracy. Udałam się szybko do pokoju po mundur i poleciałam się przebrać, za chwilę miała się rozpocząć odprawa. Mikołaja spotkałam jak wracałam do pokoju i miał nie za wesołą minę.

- Cześć Olka - przywitał się - komendant dzisiaj nie w sosie.
- Hej - przywitałam się - spotkałeś go?
- Tak, przed chwilą - powiedział - opieprzył mnie z góry na dół, tylko dlatego, że na 5 minut przed odprawą nie mam na sobie munduru.
- Nieźle, to dziś wolę mu schodzić z drogi, jak ma zły humor - stwierdziłam - to co lecimy?
- Tak - odpowiedział i poszliśmy.

***

Po odprawie...

Wyszliśmy z komendy, szliśmy w stronę samochodu, a gdy już miałam wsiąść, zawołał mnie komendant, który akurat przeszedł przez drzwi wyjściowe.

- Oho, ciekawe czego chce - stwierdziłam do Mikołaja cofając się
- Olu, mam dla ciebie pracę za biurkiem - powiedział komendant
- Chyba śnisz, że się na to zgodzę! Tyle razy Ci mówiłam, że nigdy nie pójdę za biurko! Nigdy! - krzyknęłam.
- Praca na ulicy nie jest dla Ciebie! Nie nadajesz się do tego! - wybuchnął komendant
- Jeszcze Ci to udowodnię, że jestem w tym dobra. - odpowiedziałam i poszłam do samochodu.
Mikołajowi nie musiałam tłumaczyć o co pokłóciłam się z komendantem, wszystko słyszał.

- Olka, nie denerwuj się
- Wkurza mnie to już, praca za biurkiem będzie lepsza, nie nadajesz się - przedrzeźniałam ojca - ile razy można mówić mu, że chce przejść przez normalną służbę.
- Martwi się o Ciebie, to normalne - powiedział Mikołaj
- Yhym, zmieńmy temat i jedźmy - w tym momencie wyruszyliśmy patrolować ulicę - jak u Ciebie?
- Fatalnie, ciągle się kłócimy z Kamilą, a nie chcę żeby dziewczynki słuchały tych awantur - rozgadał się Białach
- Chcesz się wyprowadzić? - zapytałam
- Tak, znaczy wiesz... Już to zrobiłem - odpowiedział
- A wynająłeś już sobie mieszkanie? - spytałam aspiranta
- Jeszcze nie, ale zaraz coś znajdę - odrzekł
- Zaraz, zaraz... To gdzie ty będziesz nocować? - podpytywałam go dalej
- Pomyślałem, że na komendzie przenocuje - powiedział
- Chyba żartujesz? Jak Cię ojciec przyłapie, to wylecisz z roboty - rzekłam
- Nie przyłapie, w nocy go nie ma przecież - tłumaczył się
- Możesz zamieszkać u mnie - podałam mu adres
- Nie, Olka nie mogę - stwierdził Mikołaj
- A to dlaczego? - zapytałam się
- Pracujemy razem.
Dyżurny przerwał naszą rozmowę, ale postanowiłam, że później Mikołaja przekonam prośbą, groźbą, siłą.
- 00 dla 005, zgłoście się - odezwał się Jacek
- 005, zgłaszam się - rzekłam
- Macie wezwanie na ulicę Różaną 63 m 12
- Kto wzywa i do czego? - chcieliśmy się dowiedzieć więcej informacji
- Waldemar Kłos, zgłosił włamanie do mieszkania
- Okej, jedziemy tam - odpowiedziałam - bez odbioru

***

Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Blok jest umieszczony na spokojnej okolicy, rzadko tutaj mieliśmy zgłoszenia, a jak już to były wezwania do zakłócania ciszy przez pijaną młodzież.
- Dzień dobry, aspirant Mikołaj Białach i posterunkowa Aleksandra Wysocka komenda miejska. - przedstawił nas mój partner. - co tu się wydarzyło?
- Kurde, wyjechałem na kilka dni, wracam, a tu drzwi uszkodzone, mieszkanie wywalone do góry nogami... Ehh... Znajdźcie tego włamywała - powiedział facet
- Niech pan sprawdzi co panu zginęło, tylko proszę niczego nie dotykać - poinstruował mężczyznę Mikołaj
- Czy w bloku jest monitoring? - zapytałam
- Nie ma, administracja wykręca się, że pieniędzy nie ma, że blok trzeba ocieplić... Tak gadają od trzech lat. - żalił się Pan Waldemar - Nie ma laptopa, kina domowego i biżuterii, wiecie ta biżuteria to po mojej mamie, dla mnie bezcenna.
- Dobrze, trzeba pojechać na komendę i oficjalne zgłoszenie dać. Poczekamy na drugi radiowóź, żeby mieszkanie zabezpieczyli - stwierdził Mikołaj
- No dobra. - Zgodził się pokrzywdzony.

***

O godzinie 13.48 dotarliśmy na komendę, spisaliśmy zeznania i raport. Pół godziny później zgłosiliśmy przerwę dyżurnemu i udaliśmy się na zasłużony obiad.

- Dzień dobry Pani Zosiu, co nam Pani dzisiaj poleca? - zapytałam
- Dzień dobry Olu i Mikołaju, dzisiaj jest kotlet mielony, gulasz, ziemniaki albo kasza gryczana, a do tego kompot albo herbata i surówka z marchwi lub buraki - wymieniła Pani Zosia menu.
- To ja poproszę, kotlecika mielonego, trochę ziemniaków, kompot i surówkę z marchwi - powiedziałam
- A ja gulasz z ziemniakami, surówkę z marchwi i herbatę. - stwierdził Mikołaj

***

Po obiedzie wróciliśmy na patrol. Dostaliśmy niemal od razu zgłoszenie o bójce dwóch mężczyzn. Okazało się, że pobili się o kobietę. Żaden nie zgłaszał nic, a że żaden ze studentów nie był poszukiwany, ani karany postanowiliśmy upomnieć ich tylko.
Następnie zostaliśmy wezwani do sklepu osiedlowego w sprawie kradzieży alkoholu na kwotę 35 zł, sprzedawca złapał złodzieja na gorącym uczynku. Wystawiliśmy mandat na kwotę 500 zł, spisaliśmy gościa i wróciliśmy na patrol.
Reszta dnia była spokojna. Około godziny 18 wróciliśmy na komendę, napisaliśmy raporty z dzisiejszych interwencji. Poszłam się przebrać, a gdy Mikołaj poszedł także się przebrać, postanowiłam go spakować.


- Co ty robisz? - zapytał zdziwiony Białach
- Pakuję Cię - odrzekłam zdecydowana
- Przecież Ci mówiłem, że nie mogę u Ciebie mieszkać - tłumaczył się, ale ja byłam nieugięta.
- A ja Ci mówiłam, że możesz. Będziesz spał na kanapie, może do najwygodniejszych nie należy, ale z pewnością jest wygodniejsza od podłogi na komendzie - powiedziałam - i nie chce już słyszeć żadnej odmowy, bo pójdę do komendanta i mu powiem, że chcesz spać tutaj.
- Dobra, ale jedna noc, góra dwie. - orzekł aspirant
- Możesz mieszkać u mnie ile będziesz potrzebował. Chodźmy - stwierdziłam i wyszliśmy.

***

W mieszkaniu Oli

- Idę wziąć prysznic, jestem padnięta - stwierdziłam - a ty zrób kolację.
- Okej - odpowiedział i uśmiechnął się Mikołaj.
- Co tak pachnie? - spytałam kolegę wychodząc z łazienki w piżamce.
- Przygotowałam kolację, mam nadzieję, że Ci będzie smakować - rzekł i się zapatrzył we mnie.
- Co tak patrzysz na mnie? - zapytałam siadając do stołu.
- Ładnie Ci w tej sukience. - powiedział Mikołaj. - smacznego. Winka?
- Tak, poproszę - odrzekłam, cieszyłam się, że Białach skomentował miło mnie.

Po bardzo smacznej kolacji, chciałam dać Mikołajowi buziaka w policzej, ale akurat odwrócił głowę i moje usta wylądowały na jego.

- Oj, przepraszam. Chciałam w policzek. Pójdę Ci pościelić na kanapie. - zawstydziłam się i poszłam do salonu przygotować tą nieszczęsną pościel. W duchu cieszyłam się tym przypadkowym pocałunkiem, jakiś czas temu, zauważyłam, że się w nim zauroczyłam. Jest przystojny, szarmancki, kulturalny, silny, ma charakter. Nie rozumiałam czemu Kamila chce rozwodu.
- Idę do łazienki się umyć - powiedział w szoku...

Mam nadzieję, że wam się spodoba. Czekam na komentarze. Nawet te najprostsze, że przeczytaliście. Hej!


wtorek, 25 sierpnia 2015

I. Seria 1. Rozdział

Nasz pierwszy wspólny patrol

W domu, godzina 5:30

Nie mogłam spać, więc wstałam tak wcześnie. Dziś ma mi zostać przydzielony partner w pracy. Wciąż się zastanawiam kto to będzie. Ehh... Trzeba wstać i się ogarnąć...
Wzięłam chłodny prysznic, żeby się rozbudzić. Następnie udałam się do kuchni. Zrobiłam kawę i dwie kanapki. Zjadłam tylko jedną, nie miałam ochoty na śniadanie, dopiłam kawę i poszłam się przyszykować. Postanowiłam założyć niebieską bokserkę i czarne rurki. Do tego zestawu dobrałam pod kolor bluzki, sweterek. Spojrzałam na zegarek, była 6:15 dopiero. Pomyślałam, że pójdę na spacer, mam dużo czasu jeszcze.



***

Spacerowałam już od 15 minut. Pogoda była taka jaką lubię, ciepło, ale nie za gorąco, słońce grzało i do tego lekki wiaterek. Tak, lubię jesień - pomyślałam, wtem ktoś na mnie wpadł:
- Przepraszam bardzo Panią, ale zamyśliłem się. - powiedział - może da się Pani zaprosić na kawę?
- Chętnie, ale - spojrzałam na zegarek, była już 6:50 - nie mam czasu, praca woła.
- Rozumiem, a mogę prosić Pani nr telefonu? - zapytał Jacek, jak się później okazało.
- Tak, proszę bardzo. - podyktowałam mój nr chłopakowi - do zobaczenia.

***

Na komendzie, godzina 7:30

Zaparkowałam pod firmą, poszłam do biura i wzięłam mundur, aby się przebrać. Po wykonaniu tej czynności, punktualnie o 7:40 poszłam do komendanta, zapukałam, weszłam do środka i upewniwszy się, że jest sam:

- Cześć tato - powiedziałam.
- Cześć córcia. Wyspana i gotowa do pracy? - zapytał i dodał - nienajlepiej wyglądasz. Dobrze się czujesz?
- Tak, tylko, że spać nie mogłam, denerwuje się trochę - odpowiedziałam - nie martw się o mnie.
- Nie masz czym się denerwować... - powiedział i przerwał, bo usłyszeliśmy pukanie - proszę wejść.
- Dzień dobry - powiedział policjant.
- Dobrze, że jesteś, to twoja nowa partnerka -posterunkowa Aleksandra Wysocka, Olu' to Aspirant Mikołaj Białach. - przedstawił nas sobie ojciec.
- Cześć, miło Cię poznać - przywitałam się z moim nowym partnerem.
- Mi również. - odpowiedział Mikołaj - to co lecimy na odprawę? - uśmiechnął się.
- Tak, chodźmy - zgodziłam się z kolegą - do zobaczenia komendancie.
- Mikołaj, pilnuj swojej partnerki - zwrócił się do niego - lećcie już.

***

Po odprawie udaliśmy się do radiowozu, ledwie odjechaliśmy, a już dostałam sms-a od Michała.

- Narzeczony? - zapytał Białach
- Nie, kolega - uśmiechnęłam się - zaprosił mnie na kolację
- Randka się szykuje z narzeczonym - zaczął mnie drażnić
- Żaden narzeczony, poznaliśmy się na portalu randkowym i piszemy ze sobą od kilku miesięcy - odpowiedziałam - mamy się dzisiaj pierwszy raz spotkać.
- Ja tam nie wierzę, w randki przez internet - powiedział - Olka, poznaj, miłego, fajnego chłopaka i się z nim spotykać.

Nie zdązyłam nic dodać, gdyż odezwało się radio:
- 00 dla 005, zgłoś się.
- 005, zgłaszam się, masz coś dla nas? - zapytał Mikołaj.
- Jedźcie na Konwaliową 13 m 16, awantura domowa - powiedział dyżurny.
- Kto zgłasza? - zapytał aspirant.
- Sąsiadka, kłótnię podobno słychać w całym bloku - dodał Marek
- Przyjąłem, bez odbioru - powiedział Białach.

***

Po 15 minutach dotarliśmy na miejsce, awanturę słychać było już na parkingu. Zapukaliśmy do drzwi, otworzyła nam przestraszona kobieta.

- Dzień dobry, aspirant Mikołaj Białach i posterunkowa Aleksandra Wysocka Komenda Miejska we Wrocławiu - przedstawił nas - dostaliśmy zgłoszenie o kłótni domowej.
- Dzień dobry, Weronika Górek, ale to nic takiego, mała sprzeczka - powiedziała kobieta.
- Mała sprzeczka? A ten siniec na Pani twarzy? - zapytał Mikołaj
- Przewróciłam się i uderzyłam o podłogę - odpowiedziała
- Możemy wejść i porozmawiać z domownikami? - zadałam pytanie - od razu proszę przygotować dokumenty.

Weszliśmy do mieszkania, w którym znajdował się na oko 13 letni chłopak i pijany mężczyzna. Na podłodze był bałagan, na stole znajdywały się puste butelki po alkoholu. Nieciekawy widok.
- To pani mąż i syn? - zapytał aspirant - można od pana prosić dokumenty.
- Nie, spieprzaj psie - wybełkotał mężczyna - wynocha stąd!
- Uspokój się, bo zaraz cię zabierzemy na dołek i tam wytrzeźwiejesz - Mikołaj próbował mężczyznę uspokoić, a ja w tym czasie sprawdziłam dokumenty.
- Mikołaj, obydwoje czyści, pan miał już kilka spraw za bójki i kradzieże - zrelacjonowałam partnerowi, to co się dowiedziałam.
- Jak masz na imię i ile masz lat - zapytałam chłopca - czemu nie jesteś w szkole?
- Mam na imię Adrian i mam 12 lat, jestem chory, proszę Pani - odpowiedział.
- A często tata pije i krzyczy na was? - chciałam coś wyciągnąć od tego chłopaka.
- Rzadko i tylko kiedy się napije - powiedział Adrianek.
- Stól pysk gnojku! Dawno chyba w d*pę żeś nie dostał! - wydarł się i niebezpiecznie blisko zbliżył się do syna.

W tamtej chwili, Białach doskoczył do faceta i go obezwłanił

- Zabieramy go na dołek - stwierdziliśmy.
- Zostawcie go! Puście go, on już się uspokoi. - powiedziała kobieta - niczego nie zgłaszam.
- A powinna pani, przecież on się nad panią znęca, a to jest nie dopuszczalne! - wkurzyłam się - proszę pomyśleć o dziecku i nim się zająć. Do widzenia.

Poczekaliśmy na drugi radiowóz, który zawiózł faceta na komisariat. A następnie wsiedliśmy do swojego samochodu.

- Ola, zgłoś przerwę - powiedział do mnie Mikołaj.
- Okej - odpowiedziałam sięgając po radiostację - 005 dla 00, zgłoś się.
- 00 dla 005 zgłaszam się - usłyszałam odpowiedź
- Zgłaszamy przerwę - oświadczyłam Markowi.

***

- Dobry ten kebab - stwierdziłam jedząc.
- Niemal codziennie go jem - powiedział aspirant - bardzo smaczny i niedrogi. Wskakuj do auta, potrzebuję pojechać na pocztę, tu niedaleko.

***

Mikołaj z urzędu pocztowego wyszedł przygnębiony, od razu go o to zapytałam.

- Hej, Mikołaj, co się stało? - zmartwiłam się jego nienajlepszym humorem.
- Nie ma o czym gadać - próbował się wykręcić od odpowiedzi.
- Co jest w tej kopercie? Mogę Ci jakoś pomóc? - zadałam pytania
- Ostatnio nie układa nam się z żoną, a to jest pozew rozwodowy... Nie myślałem, że tak szybko do tego dojdzie, przecież my jeszcze ze sobą mieszkamy - rozgadał się Białach - dobra, nie będę Cię młoda tym zanudzał.

***

Pojeździliśmy jeszcze ze dwie godzinki, wystawiliśmy dwa mandaty i pouczyliśmy młodzież o nieprzechodzeniu przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Większych wezwań nie mieliśmy, więc o 18:30 wróciliśmy na bazę. Napisaliśmy raport z interwencji dzisiejszej i jak już przebrana wychodziłam Mikołaj się odezwał:

- Może pójdziemy na browara? - zapytał - Trzeba się zintegrować.
- Chętnie - chciałam poznać lepiej mojego partnera. - ale także nie miałam ciekawszych planów, Michał odwołał kolację.

***

Niedługo później byliśmy już w przytulnej knajpce. Dobrze nam się rozmawiało z Mikołajem, coraz bardziej go lubiłam.
- I jak Ci się pracuje ze mną? - zapytał mnie Białach.
- Jak na razie, znakomicie, nie mam powodów do narzekań - odpowiedziałam ze śmiechem - a Tobie?
- Także super - powiedział Mikołaj.

***

Tak dobrze nam się gadało, że zasiedzieliśmy się do godziny 2 w nocy. Wypiliśmy po kilka piw, miałam nadzieję, że nie będę miała jutro kaca, następnego dnia też trzeba było iść do pracy.
- To co lecimy do domów? - zapytałam
- Tak. Zamówić Ci taksówkę? - odpowiedział aspirant
- Nie, dzięki. Spacer mi dobrze zrobi - odmówiłam koledzę - mam dobry humor. A to tylko 15 minut drogi.
- To może Cię odprowadzę pod blok? - Nie dawał za wygraną - O tej godzinie wolałbym żebyś nie chodziła sama po mieście.
- Przecież nie jestem już małą dziewczynką, nie musisz się o mnie martwić - po chwili dodałam - Ale jak chcesz, będzie mi miło.

Mikołaj odprowadził mnie pod blok i poszedł w swoją stronę. W mieszkaniu się przebrałam w piżamę, wzięłam kąpiel, przegryzłam sucharka i poszłam spać. O 6:30 miałam wstać.



Cześć wszystkim! Mam nadzieję, że chociaż komuś się spodobało. Co chcielibyście żebym umieściła w opowiadaniach? Pozdrówka, nara! :-) 



Policjanci

Patrol 005 w składzie:

aspirant Mikołaj Białach i posterunkowa Aleksandra Wysocka


37-letni Mikołaj Białach służy w policji od 11 lat, były wicemistrz Polski w karate i taekwondo. Wiele widział w życiu i trudno go czymś zaskoczyć, wyszedł cało z niejednej niebezpiecznej akcji. Aspirant jest męski, konkretny, szczery, charyzmatyczny. W życiu prywatnym przechodzi trudny okres - między nim, a jego żoną nie najlepiej się układa. Ma dwie córki - 16-letnią Dominikę i 12-letnią Anię.

26-letnia Ola Wysocka pracuje w policji dopiero od kilku miesięcy. Ukończyła polonistykę, jest inteligentna i wrażliwa, ale nie brak jej ambicji i determinacji. Ma zadatki na dobrą policjantkę, lecz brakuje jej doświadczenia i ogłady policyjnej i czasem bywa naiwna, ma dużo młodzieńczego idealizmu. Mikołaj przekonuje się, że czasem taki „babski punkt widzenia” może pomóc w pracy policjanta. Ola za wszelką cenę chce udowodnić, że nadaje się na policjantkę swojemu ojcu, który jest…  szefem komendy Miejskiej. Inspektor Wysocki wolałby żeby jego córka pracowała za biurkiem – uważa, że praca na ulicy to nie miejsce dla niej i za wszelką cenę chciałby ją chronić. Ola jest ładna i bystra, ale brakuje jej pewności siebie. Próbuje ułożyć sobie życie prywatne, ale jej kolejne randki kończą się rozczarowaniami.


Opis

Witam wszystkich!


Nazywam się Paulina, mam 20 lat i jestem mega fanką serialu "Policjantki i policjanci". Uwielbiam obydwa patrole, ale jak na razie zdecydowałam się pisać opowiadania o Oli i Mikołaju. Jest to moja pierwsza przygoda z blogiem, więc mam nadzieję, że wam się spodoba. Nie wiem z jaką częstotliwością będę dodawać opowiadania, ale będę się starać. 
Mam dużo pomysłów, które ciężko mi przełożyć na pisanie. Nie będzie to typowy blog o miłości tej pary, ponieważ kilka już widziałam.
Na blogu będę także publikować newsy z serialu i zdjęcia :-) 
Pozdrawiam