czwartek, 31 grudnia 2015

Życzenia noworoczne

Cześć wszystkim!

Niestety nie zdążyłam napisać ostatniego opowiadania w tym roku. Miałam to zrobić do teraz, ale musiałam się przygotować na imprezę i pół dnia poszło w pi..du. Przepraszam :(
Dobra nie rozpisuję się, bo nic sylwestrowa będzie ciężka i muszę się wyspać. Opowiadanie nie pojawi się także z pewnością 1-ego, bo będę odpoczywać. Nie, nie będę leczyć kaca :D Chociaż sporo wypije wódeczki :D Niedługo wrócę z nowym opowiadaniem. Do zobaczenia w nowym roku ;D.
Pozdrawiam :3

piątek, 25 grudnia 2015

1. Seria 22. Rozdział

Rozdział 22.  Wigilia Bożego Narodzenia

Po jakimś czasie wpadła Dominika z Anią. Zaparzyłam im po herbacie. Zadawałam im pytania na różne tematy, m.in. o szkołę, żeby odwrócić ich uwagę od nieobecności ich braciszka przyrodniego. Nie chciałam im sama mówić o porwaniu Młodego. Niedługo później zjawił się Mikołaj.
- Hej, dziewczyny - przywitał się z nami, ledwie przekraczając prób i zamykając drzwi.
- Cześć tato - odpowiedziały jednocześnie dziewczynki i rzuciły mu się na szyję w przedpokoju.
- Cześć Skarbie - przywitałam się z moim mężczyzną i dałam mu buziaka w policzek.
- Dziewczyny, musimy pogadać. - oznajmiłam i pokazałam gestem ręki żeby wróciły do salonu.
- Nie powiedziałaś im? - zapytał mnie ściszonym głosem.
- Nie - wyszeptałam. - Chodź.
- To o czym chcecie pogadać? - zapytała Dominisia.
- Chodzi o Leosia. - odpowiedział, a mi zeszkliły się oczy.
- Przepraszam - rzekłam i powiedziałam ciszej - sam im powiedz, muszę do łazienki.
- Co się stało? - zapytała młodsza.
- Nasz synek został porwany kilka dni temu.
- Co? Ale... - urwała 17-latka, a Ania otworzyła ze zdziwienia usta, a po chwili leciały jej łzy.
- Ale on się znajdzie, prawda Tato? - zadała pytanie chlipiąc.
- Na pewno szkrabie. - zapewnił obie córki i poszedł zobaczyć w jakim stanie jestem. Po kilku minutach wróciliśmy razem do pokoju dziennego.
Dziewczyny zaoferowały się do udekorowania choinki, a nam kazali usiąść. Wieczorem Mikołaj odwiózł je do domu. Po powrocie zjedliśmy z Białachem kolację, wzięliśmy kąpiel i poszliśmy wykończeni spać.

Dwa dni później... Wigilia...

Wstaliśmy rano, zjedliśmy śniadanie. Ubraliśmy się i pojechaliśmy do ojca na 12-tą, ponieważ uparł się, że nie możemy siedzieć sami w domu i się zamartwiać. W drodze do jego mieszkania dowiedziałam się, że Mikołaj kupił jakiś prezent komendantowi. Stół był ładnie nakryty, potrawy ładnie wyglądały, choć ich ilość była skromna. Była kawa, herbata, Coca Cola, sok, chleb, masło, bigos, pasta jajeczna, pasta jajeczna z tuńczykiem oraz wędliny. Z uprzejmości coś tam spróbowałam, ale apetytu ani ochoty nie miałam. Później na stole pojawił się bigos, pierogi, ryba po grecku, łazanki, a następnie ciasta, szarlotka, makowiec, sernik. Koło godziny 19-ej, gdy akurat sięgałam po kawałek jabłecznika, zadzwonił telefon Białach. Spojrzał na wyświetlacz i wyszedł do przedpokoju, żeby porozmawiać. 
- Olka, zbieraj się. - powiedział energicznie
- Gdzie? - zapytałam.
- Dawaj, dawaj - pośpieszał mnie - nie mamy czasu.
- Czasu na co? - wtrącił się tato.
- Musimy jechać.
- Ale gdzie? - zadałam po raz drugi to samo pytanie, zakładając buty.
- Zatrzymali Grudę.
- Na prawdę? - upewniłam się narzucając na siebie bluzę i łapiąc w pośpiechu torebkę. - Pa, tato.
- Do widzenia - dodał Białach.
- Cześć, zadzwońcie jak będziecie na miejscu - poinstruował nas ojciec, a my pobiegliśmy do auta.
Odzyskanie naszego synka - nic innego się w tamtej chwili nie liczyło. Żeby szybko dojechać. Mikołaj jechał dojść szybko, łamiąc czasem przepisy, ale nie zagrażał bezpieczeństwu na drodze. W głowie miałam tylko to, że go odnaleźli, że już niedługo będzie z nami w domu. Straszliwie dłużył mi się czas, każda minuta była dla mnie jak godzina, dojazd zajął nam 27 minut, ale dla mnie były to wieki. Gdy dotarliśmy na miejsce, podbiegliśmy do Moniki i Krzyśka.
- Gdzie jest Leo? - zapytaliśmy równocześnie.
- Jest w karetce. - oświadczyła Kownacka.
- W jakim jest stanie? - zadał pytanie Białach, a ja pobiegłam do karetki.
- W dobrym, jest wystraszony jedynie - odpowiedział Zapała.
- Nic mu nie zrobiła ta suka?
- Nie - odpowiedzieli w tym samym momencie, a sierżant dodała - leć do nich.

Gdy wpuścili mnie do wewnątrz karetki, przytuliłam Leosia. Nie mogłam pohamować łez szczęścia, mój synek też płakał, ale dlatego, bo był bardzo wystraszony. Dopiero po kilku minutach w moich objęciach, uspokoił się. Mikołaj pojawił się koło mnie kilka chwil później, wziął młodego na ręce i też przytulił go. Ucałowałam raz jeszcze Leo i powiedziałam mojemu partnerowi, że zaraz wracam, a następnie skierowałam się w stronę patrolu 06 i stojącej koło nich Beaty z założonymi kajdankami.
- Masz mi coś do powiedzenia!? - huknęłam na porywaczkę.
- Spadaj.
- Po co to zrobiłaś!? - krzyknęłam i szturchnęłam ją - Po co do cholery!?
- Po to żebyś cierpiała - uśmiechnęła się ironicznie, czym wyprowadziła mnie z równowagi.
- Ty szmato. - Wyzwałam ją i popchnęłam na radiowóz, który stał za nią, a po chwili popchnęłam po raz drugi.
- Ola, uspokój się. - rozkazała mi Monika łapiąc mnie za ramię. - Nie ma to sensu, a jeszcze sobie narobisz problemów. Krzysiek zabierz panią do drugiego auta, a Ty Ola jedź z Leo do szpitala, ok?
- Okej. - odpowiedziałam i sierżant sztabowa odprowadziła mnie do karetki.

___________

Na dziś to tyle. Jak się podoba? Cieszycie się, że odnaleźli Leo, a Beata została zatrzymana? Czy Leosiowi nie stała się rzadka krzywda? Czy Ola i Mikołaj poradzą sobie z tą traumą po porwaniu dziecka?

Wesołych świąt!
Jak tam prezenty? Co dostaliście? Trafili z prezentami, czy jednak nie bardzo?
Ja dostałam zestaw Rimmel Mascara + Eyeliner i klawiaturę do laptopa, bo w tej laptopowej kilka klawiszy mi nie działało i ciężko pisało się opowiadania ;) A wczoraj dostałam nową baterię do fona, bo stara skończyła swój żywot, a kilka dni temu dostałam myszkę do laptopa, bo strasznie wkurzał mnie touchpad od dawna.

Buziaki
Trzymajcie się! ;D

wtorek, 22 grudnia 2015

I. Seria 21. Rozdział

Rozdział 21. A co jeśli Beata nie działała sama?


Tymczasem na komendzie...

- Przecież nie rozpłynęła się do cholery! - stwierdził zaniepokojony Mikołaj
- Tak, wiem. Wszystkie jednostki we Wrocławiu i w całej Polsce ich szukają - uspokajał go dyżurny.
- A co jeśli ona mu coś zrobiła? Albo wywiozła za granicę? - zastanawiał się Białach.
- Nie miała prawie żadnych możliwości żeby przekroczyć granicę - oświadczył Jacek - Po kilkunastu minutach od zgłoszenia porwania, wszystkie służby zostały poinformowane policja, straż miejska, graniczna, celna, obsługa lotnisk, dworce busów i pociągów.
- Tak, tak wiem. A jeśli jednak ktoś ją przeoczył?
- Mikołaj, proszę cię. Uspokój się. - Powiedział Nowak, a w tym momencie do gabinetu wszedł komendant.
- Żadnych wieści nadal? - zapytał zmartwiony Wysocki.
- Niestety - równocześnie odpowiedzieli aspiranci.
- Mikołaj nie martw się. - powiedział komendant i poklepał go po plecach.
- Jasne. Dobra lecę do Oli.

Mikołaj udał się do samochodu, jadąc odebrał telefon od starszej córki.
- cześć Dominisiu.
- cześć Tato.
- co tam słychać?
- Wszystko okej. Mam pytanie.
- Jakie? - zapytał Mikołaj, zmieniając bieg na wyższy.
- czy możemy z Anią wpaść do Was w pierwszy dzień świąt?
- O cholera zapomnieliśmy o świętach.
- Jak to? - zmartwiła się
- Ah, bo Wy nie wiecie jeszcze.
- O czym?
- Wpadnijcie dziś to pogadamy, ok?
- Okej, będziemy tak za dwie godzinki, dobra?
- Dobrze. Kończę, bo prowadzę auto.
- Pa, do zobaczenia
- Pa pa, buziaki. - odpowiedział Mikołaj i rozłączył się.
Po kilku minutach Białach zaparkował na parkingu supermarketu i udał się do niego. Kupił w nim małą choinkę, paczkę bombek, światełka i resztę pierdółek. Przecież za dwa dni wigilia. Wrócił do samochodu i ruszył w dalszą drogę do mieszkania.

Tymczasem w domu...

Wysypałam sobie dwie na rękę, sięgnęłam po szklankę wody, żeby je popić. Po wykonanej czynności raz jeszcze sięgnęłam po buteleczkę, nasypałam na rękę jedną tabletkę, drugą, trzecią, dziesiątą i kilkanaście więcej... Spojrzałam na misia i uśmiechnęłam się blado... Zamknęłam oczy, przechyliłam głowę do tyłu i... usłyszałam dzwonek telefonu i pomyślałam " Nie, nie mogę tego zrobić tego Mikołajowi, Ojcu... A co jeśli go znajdą? Przecież wtedy nie będzie miał mamy. Wrzuciłam tabletki z powrotem do opakowania, zamknęłam i wrzuciłam do szuflady. Wstałam i ruszyłam do przedpokoju i ubrałam się. Złapałam za torebkę, telefon wrzuciłam do niej i wygrzebałam kluczę od mieszkania. Postanowiłam przejść się na cmentarz, gdzie leży mama. Przy głównej bramie kupiłam znicze i zapałki. Gdy doszłam na miejsce pochówki, ogarnęłam pomnik z liści i wypalonych zniczy. Ustawiłam nowo kupione, a stare wrzuciłam do siatki. Podpaliłam je. Następnie wyprostowałam się i zrobiłam znak krzyża, a następnie odmówiłam modlitwę. Po czym poprosiłam mamę, żeby pomogła nam odnaleźć Leo, całego i zdrowego. Najpierw prosiłam ją w myślach, ale zaczęłam płakać i nie zwróciłam uwagi na to, że zaczęłam wyrażać myśli na głos.

Od naszego bloku dzieliły już mnie tylko dwa skrzyżowania, gdy odebrałem niepokojący telefon od dyżurnego.
- Gdzie jesteś?
- W aucie jadę do domu.
- Wracaj na komendę, mamy nowy trop.
- Będę za 13 minut. - Oświadczył Białach i zawrócił na skrzyżowaniu.
Dojechał pod komendę w kilkanaście minut, wyskoczył z wozu i poleciał do Jacka.
co macie? - zapytał
- Udaj się do Krzyśka i Moniki. Są w pokoju prewencyjnym. 
- Ok. - odpowiedział Białach i poszedł do wskazanego pokoju.
- Hej, dobrze, że jesteś - przywitała się Kownacka.
- Słyszałem, że coś macie na temat Leosia.
- Tak, usiądź. - polecił Mi Zapała.
- Mówcie do cholery. - powiedział Mikołaj siadając.
- czy dobrze znacie tą opiekunkę? - zapytała sierżant sztabowy.
- Od dwóch, trzech miesięcy. A coś ma z tym wspólnego?
- Możliwe... - odrzekł starszy posterunkowy - chodzi o to, że dostaliśmy...
- Bilingi z telefonu Grudy - dokończyła dowódca patrolu 06.
- I co? Odkryliście coś?

Podeszła do mnie starsza kobieta, podała mi chusteczkę i położyła dłoń na mym ramieniu.
- Dziecko drogie nie płacz. Twój synek się odnajdzie niedługo.
- Skąd pani może to wiedzieć? - zadałam pytanie starszej kobiecie i odwróciłam głowę w jej stronę. Wyglądała na 70 lat, po ubraniu można było stwierdzić, że jest biedna, ale zadbana. Ma zielone oczy i siwe włosy spięte w kucyk.
- Widzę to i czuję. - przymrużyłam oczy z niedowierzania, a ona to widząc dodała - jestem wróżką.
- Nie wierzę - Wyszeptałam.
- Możesz mi uwierzyć. Do widzenia. - odpowiedziała, odwróciła się i poszła w swoją stronę.
Wróciłam do domu, ale Mikołaja jeszcze nie było, co mnie zdziwiło. Weszłam do kuchni po rozebraniu się z kurtki. Sięgnęłam do torebki po telefon i wybrałam jego numer.
- Hej, gdzie jesteś? - Zadałam pytanie, gdy odebrał.
- Hej kotek, jestem na komendzie.
- Jeszcze.
- Byłem w drodze powrotnej, kiedy zadzwonił Jacek i poprosił, abym wrócił do firmy.
- coś wiadomo nowego?
- Tak, później ci powiem. Niedługo powinny wpaść moje córki. One jeszcze o niczym Skarbie nie wiedzą.
- Nie powiedziałeś im?
- Zapomniałem, powiesz im sama czy poczekasz aż wrócę?
- Poczekam.
- Dobra, niedługo będę. Trzymaj się, kocham.
- Ja też, pa.

Po jakimś czasie wpadła Dominika z Anią. Zaparzyłam im po herbacie. Zadawałam im pytania na różne tematy pytanie m.in. o szkołę, żeby odwrócić ich uwagę od nieobecności ich braciszka przyrodniego. Nie chciałam im sama mówić o porwaniu Młodego.


________________________________________


To tyle na dzisiaj.
co ma wspólnego niania Leo z Grudą? Jak myślicie, czy ma coś z tym wspólnego, a może jednak to fałszywy trop? Jak córki Mikołaja zareagują na wieść o porwaniu Leosia? Przejmą się, a może to oleją? Jak Ola i Mikołaj spędzą święta? Zamartwiając się w domu, a może ktoś ich zaprosi, a może Leo odnajdzie się?

Buziaki <3

poniedziałek, 21 grudnia 2015

wtorek, 15 grudnia 2015

I. Seria 20. Rozdział

Rozdział 20. Nowy trop, szpital

Kilkanaście minut później... w Parku Grabiszyńskim

Podeszliśmy do policjantów na miejscu zbrodni, jeden z nich zaprowadził nas do lekarza, który oglądał ciało.
- Cześć, możemy go zobaczyć? - zapytał Mikołaj.
- Tak, jasne. - odchylił płachtę.
- Boże... - tylko tyle byłam w stanie wyszeptać, bo rozryczałam się jeszcze bardziej, po chwili dodałam szeptem - gdzie jest moje dziecko do cholery!?
- Ola, proszę cię, uspokój się... - powiedział aspirant tuląc mnie do siebie - ciii... znajdziemy naszego syna ciii... nie płacz...
- A jeśli on...?
- Nie myśl tak nawet, na pewno nic mu nie zrobią... kimkolwiek oni są... - objął mnie ramieniem - chodź, pojedziemy do domu.

 W mieszkaniu...

Po dotarciu do domu, ledwie się rozebrałam i rzuciłam się na łóżko, przycisnęłam twarz do poduszki i zaczęłam szlochać. Mikołaj usiadł koło mnie, na brzegu łóżka i zaczął mnie głaskać po głowie... Ale nie umiałam przestać płakać, nasze dziecko było w niebezpieczeństwie. Nie umiałam opisać tego bólu serca, tego strachu, tej pustki... Nie wiem ile tak leżałam i płakałam, ale ze zmęczenia zasnęłam.

(*Mikołaj*)
Patrzyłem bezradnie na łzy Oli, bez sensu było pocieszanie. Mi samemu cisnęły się łzy do oczu. Siedziałem przy niej dłuższą chwilę. Gdy zorientowałem się, że zasnęła złapałem za koc i delikatnie ją przykryłem, aby jej nie zbudzić. Po cichu wyszedłem z naszego pokoju i udałem się do kuchni po szklankę wody. Po sięgnięciu po szło i zapełnieniu go, oparłem się o blat. Spojrzałem na zegar, dochodziła północ, przesunąłem wzrok na zdjęcie Oli z Leosiem. Obydwoje byli uśmiechnięci. Bałem się cholernie, chciałem żeby to się skończyło, żeby ten koszmar się wreszcie zakończył... Dłuższą chwilę wpatrywałem się w zdjęcie, napłynęły mi łzy do oczu i rozpłakałem się na dobre, zapominając o trzymanej w dłoni szklance, którą opuściłem z hukiem na podłogę. Uklęknąłem opierając się o szafkę, nie miałem siły na to wszystko. Po prostu tylko płacz mi został.

(*Ola*)
Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła, spojrzałam na budzik, "środek nocy, a Mikołaj nie śpi?" - pomyślałam. Wstałam i poszłam sprawdzić co się stało. Weszłam do kuchni, Mikołaj siedział oparty o szafkę i płakał. Wokół niego było rozsypane, potłuczone szkło i rozlana woda. Miałam najgorsze przeczucia.
- Mikołaj, powiedz, że to nie prawda, Mikołaj - podeszłam do niego.
- Nie śpisz? - zapytał zdziwiony.
- Obudził mnie hałas. co z nim? On... nie żyje, tak? Tak!?
- Uspokój się Ola - odrzekł i poderwał się z podłogi i podszedł do mnie. - Nie mam żadnych nowych wieści.
- To dlaczego płakałeś? - zadałam pytanie, a w tym samym czasie otarłam łzy z jego policzków.
- Tak samo jak Ty się boję. - odrzekł i mnie przytulił. - wracaj spać, a ja posprzątam ten bałagan.
- Nie chcę spać! Nie mogę rozumiesz? Gdzie jest mój syn? - teraz rozpłakałam się ja.
Mikołaj mnie siłą zaprowadził do sypialni i wpakował do łóżka, a sam wrócił posprzątać.

Następny dzień...

Na komendzie byliśmy za dwadzieścia 10-ta. Nie było mowy o patrolu w naszym stanie, więc siedzieliśmy w biurze, patrzyłam nieprzytomnie w okno, Białach próbował skupić się na wypełnieniu zaległych raportów, ale nie szło mu w ogóle. Byliśmy w innym świecie obydwoje. Pół godziny później wpadł zasapany Jacek.
- Ola, Mikołaj. Lećcie szybko do Kamila z kryminalnych. - rozkazał nam dyżurny.
- Ale co się stało? - zapytaliśmy w tej samej chwili z partnerem, wstaliśmy i skierowaliśmy się do drzwi.
- Mają coś, co może pomóc w odnalezieniu dziecka - odrzekł, pokręcił głową - ale nie wiem co.
- Dobra, biegniemy - oświadczył aspirant.
Po chwili znaleźliśmy się w biurze kolegi z wydziału kryminalnego.
- Masz coś nowego? - zapytałam z nadzieją.
- Siadajcie.
- Mów. - rzekliśmy z Mikołajem.
- Nie wiem jak wam mam to powiedzieć.
- Najlepiej od początku. - odpowiedziałam. Ze strachu ścisnęło mi żołądek.
- No to.. hmm..ee. - widać, że Kamil za cholerę nie wiedział jak ma nam to przekazać - chodzi o to, że w areszcie siedzi Gruda. Nie? Ale to nie jest ona.
- co!? - krzyknęliśmy obydwoje zdziwieni i spojrzeliśmy po sobie
- Jak? nie rozumiem. Przecież to ona. - odezwałam się po kilku sekundach.
- Przyznała się. To jest jej bliźniaczka. Ma na imię Marta. Sama chciała rozmawiać. Mówiła, że boi się, że jeszcze komuś wyrządzi większą krzywdę. Podobno nie wie gdzie może być Beata.
- Sądzisz, że ona może mieć z tym coś wspólnego? - spytał Białach.
- Ona podobno ma żal do ciebie, Olu.
- Za co?
- Obwinia cię za to, że kiedyś nie odebrałaś telefonu jak była w ciąży, więc zażyła tabletki wczesnoporonne, poroniła i dostała krwotoku, na skutek którego nie może mieć dzieci.
- Ale... - nadmiar tak szokujących dla nas informacji był stanowczo dla mnie za duży i zemdlałam.
Obudziłam się w szpitalu, nie wiedziałam co się stało i dlaczego tu jestem. Dobrze, że Mikołaj był przy mnie, a po chwili zauważyłam zmartwionego ojca za szybą.
- co ja tu robię? - zapytałam szeptem.
- Zemdlałaś, pamiętasz?
- No coś mi świta.
- Zaraz powinien przyjść lekarz - Białach ledwo zdążył dokończyć zdanie, a doktor pojawił się w drzwiach.
- Widzę, że już się pani obudziła?
- Ta, przed chwilą.
- Jak Pani czuje?
- Bywało lepiej.
- Ma Pan już wyniki? - wtrącił się mój facet.
- Tak, tak. Właśnie z tym przychodzę - odpowiedział lekarz i poprawił sobie okulary.
- Pani Aleksandro, najprawdopodobniejszym powodem Pani zasłabnięcia było zmęczenie, strach, niedojedzenie. - Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Zostanie Pani na obserwacji do jutra? Dobrze?
- Yhym.
Lekarz wyszedł z mojej sali i po nim wszedł tata.
- Ale mnie wystraszyliście. Dobrze, że to nic poważnego. Mogłoby ci się coś stać gorszego... - spojrzał na mnie z wyrzutem ojciec.
- Nie dramatyzuj - uniosłam brwi i ziewnęłam - zmęczona jestem tym wszystkim.
- Śpij kochanie śpij - odrzekł Mikołajem.
- Odpoczywaj córeczko, a ja muszę już wracać na komendę. Pa.
- Pa, tato.
- Do widzenia. - pożegnał się aspirant z inspektorem.
Po chwili zasnęłam.

Następny dzień...

Przed wypisem odbyłam rozmowę ze szpitalnym psychologiem. Nie miałam ochoty, ale dla świętego spokoju postanowiłam się na nią zgodzić. Była dla mnie trudna, cholernie ciężka, ale ją przetrwałam. Mikołaj wpadł po mnie ok. 12, dostałam wypis i wróciliśmy do domu. Do pustego domu. Ale tym razem nie uniosłam się płaczem, byłam w miarę spokojna, po tabletkach uspokajających, które także zostały mi przepisane wraz z jakimiś witaminami. Usiedliśmy w kuchni, albo raczej tylko ja, bo Białach postanowił zaparzyć mi zieloną herbatę i przyrządzić obiad.
- Smakowało? - zapytał, jak skończyłam jeść.
- Tak, dzięki. - odpowiedziałam.
- Będę leciał, na godzinkę, a Ty odpocznij w tym czasie.
- Gdzie?
- Na komendę. - odpowiedział po chwili wahania. - Dowiem się czy odnaleźli Grudę.
- Jadę z Tobą.
- Nie ma mowy.
- A to dlaczego? - spytałam z wyrzutem.
- Musisz odpocząć.
- Ale...
- Nie ma żadnego Ale Olka. - przerwał mi po słowie, a ja spojrzałam się smutnym wzrokiem na niego.
Będę niedługo.
- I tak jestem zła.
- Trudno, przeżyję to jakoś - odrzekł i cmoknął mnie w policzek, ubrał się w przedpokoju i wyszedł.

Niechętnie wstałam z krzesła, pozbierałam naczynia i wrzuciłam je do zmywarki. Następnie poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Przerzucałam kanały, ale nic nie znalazłam ciekawego, więc go po paru minut wyłączyłam. Udałam się do łazienki i wracając z niej zamiast wejść do salonu, weszłam do pokoju dziecka. Pozbierałam rozrzucone zabawki i kucnęłam na środku pokoju w ręku trzymając ulubionego misia Leo i się rozpłakałam, ból psychiczny był nie do zniesienia. Tabletki też przestały działać, więc postanowiłam iść do sypialni po kolejną. Pluszaka postawiłam na szafce nocnej i sięgnęłam do szuflady, gdzie Mikołaj schował leki. Sięgnęłam po buteleczkę z tabletkami i ją otwarłam. Wysypałam sobie dwie na rękę, sięgnęłam po szklankę wody, żeby je popić. Po wykonanej czynności raz jeszcze sięgnęłam po buteleczkę, nasypałam na rękę jedną tabletkę, drugą, trzecią, dziesiątą i kilkanaście więcej... Spojrzałam na misia i uśmiechnęłam się blado i...

poniedziałek, 7 grudnia 2015

I. Seria 19. Rozdział

Rozdział 19. Leoś Michał Białach. Groźby. Śmierć?




Dwa miesiące temu Mikołaj wprowadził się do mnie. Jesteśmy szczęśliwi i nie możemy doczekać się narodzin naszego synka. Wszystko jest już gotowe... Pokój przygotowany, wyprawka kupiona i spakowana. Jestem w 32 tygodniu ciąży. Jakiś czas temu odeszłam na urlop macierzyński.

Obudziłam się rano. Białacha już nie było. Wyszedł do pracy. Zerknęłam na godzinę, zegarek pokazuje 10:30. Przeciągnęłam i ziewnęłam ostatni raz i wstałam. Narzuciłam szlafrok i podeszłam do okna. Była typowa, jesienna pogoda. Pochmurno, deszczowo. Widok za oknem nie zachęcał do wyjścia z domu. Poszłam do łazienki się ogarnąć, a następnie zjadłam śniadanie. Przyszykowałam się i właśnie miałam wychodzić z domu, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, ale za nimi nikogo nie było, "Głupi żartowniś" - pomyślałam i miałam zamiar zamknąć drzwi, ale mój wzrok przykuła koperta na wycieraczce. Z trudnością go podniosłam i zamknąwszy drzwi udałam się do salonu. Obejrzałam kopertę, jedyny napis to "Olka". Postanowiłam ją otworzyć. Były w niej zdjęcia. Moje i Mikołaja z ukrycia. Był także list, więc zaczęłam go studiować

"Twój czas dobiega ku końcowi. Za błędy się płaci suko.
Jak cię dorwę, to nikt ci nie pomoże. Nawet twój facet.
Ani Twój stary. Nikt, rozumiesz!? Będziesz błagać mnie
o litość. Najpierw Twój bękart zginie, a później ty. Już
Nie mogę się doczekać naszego ponownego spotkania."

Rozpłakałam się ze strachu i zadzwoniłam do Mikołaja:
- Mikołaj... - ryczałam coraz bardziej.
- Ola, co się dzieje? Ola? - Wystraszył się, że coś mi się stało.
- Przyjedz, proszę...
- Będę za 15 minut. - Białach zakończył połączenie.

Po kilkunastu minutach zjawił się wraz z Mieszkiem. Dopiero po kilku kolejnych minutach uspokoiłam się na tyle, aby móc im opowiedzieć co się wydarzyło. Bardzo się zmartwił i wystraszył. Białach postanowił opowiedzieć wszystko dyżurnemu, Pawlak zrobiła notatkę, zabrali list i kopertę do techników i musieli jechać na komendę.

Wieczorem jak leżeliśmy już w łóżku, poczułam skurcze. Nie wiedziałam czy są to te właściwe, więc postanowiłam nie zasypiać na razie. Po godzinie byliśmy już pewni, że są regularne, więc ubraliśmy się, Mikołaj złapał za torbę i pojechaliśmy do szpitala. Od razu przyjęli mnie na badania, ale okazało się, że na razie rozwarcie jest małe i musimy czekać aż się powiększy. Mikołaj był przy porodzie.
Leo Michał Białach urodził się dnia następnego o godzinie 6:15. Dostał 10 punktów w skali Apgar. Jest taki śliczny, bardzo podobny do mnie, ale do Mikołaja bardziej. Byłam bardzo zmęczona, ale najszczęśliwsza na świecie. Gdy zabrali młodego na badania, ja postanowiłam się zdrzemnąć.
Po trzech dniach wyszliśmy ze szpitala. Przez pierwsze kilka dni mieliśmy ciągle gości, Tatę, Krzyśka i Emilkę, Jacek nawet wpadł, córki Mikołaja też chętnie nas odwiedziły. Wizyty gości wcale mi nie przeszkadzały, tęskniłam za nimi.


Pół roku później...


Leo skończył pół roku i postanowiliśmy z Mikołajem, że zatrudnimy nianię i wrócę do pracy. Tęskniłam za komendą, za patrolami z moim partnerem, za sprawami, więc z podekscytowaniem przygotowywałam się do powrotu.

Kilka dni później wróciłam do pracy. Przebraliśmy się, a w pokoju spotkaliśmy Krzyśka i Emilkę, przywitaliśmy się i udaliśmy na odprawę. Na odprawię doznałam szoku - Monika wróciła, ale byłam szczęśliwa, tak jak wszyscy. Jedynie Drawska była smutna, zamyślona. Widać było, że przejęła się powrotem Kownackiej, co oznaczało, że patrol 06 wrócił do dawnego składu. Po odprawie pocieszyłam ją i wyruszyliśmy na patrol. Służba była spokojna dzisiaj. Jeździliśmy po wyznaczonym rewirze. Ok. 15:00, po przerwie, dyżurny nas wywołał:
- 00 dla 05, zgłoście się.
- Piątka, zgłaszam - odpowiedziałam - coś masz dla nas?
- Jedzcie jak najszybciej do parku Grabiszyńskiego.
- Ale to nie nasz rewir, przecież.
- Tak, wiem, ale macie zgodę starego.
- A co tam się wydarzyło?
- Dowiecie się na miejscu. Jedzcie. Tam będą czekać Monika z Krzyśkiem.
- Bez odbioru. - odrzekłam i spojrzeliśmy się Mikołajem zdziwieni na siebie.
- Mam złe przeczucia. - powiedziałam, a Białach przyśpieszył.

20 minut później... Park Grabiszyński

Podjechaliśmy, wysiedliśmy z radiowozu, poszliśmy poszukać patrolu 06. Gdy do nich podeszliśmy, zamarliśmy... Z nimi stała niania naszego synka, ale Leosia nie było.
- Ja na prawdę nie wiem jak stało... - powiedziała Lidia, opiekunka młodego.
- Ale co? Gdzie Leo? - przerażona zapytałam.
- Wasz syn został porwany. - odrzekła Monika - komunikat już nadaliśmy do wszystkich patroli.
- Jak to się stało? - zadał pytanie Mikołaj i mnie przytulił, zaczęłam wyć jak bóbr.
- Bawiliśmy się w piaskownicy - rzekła wskazując miejsce zabawy - i... i nagle poczułam ból z tyłu głowy... i ciemno mi się przed oczami zrobiło. A jak odzyskałam przytomność to go już nie było. Zadzwoniłam od razu po policję. - kobieta także się rozpłakała.
- Boże, moje dziecko, przecież jeśli mu się coś stanie to sobie tego nigdy nie wybaczę - wyszeptałam.

Byliśmy tak roztrzęsieni z Mikołajem, że Monika postanowiła, że nas odwiezie na komendę, a Krzysiek pojedzie naszym radiowozem. Jak wróciliśmy do bazy, opadłam na fotel, twarz ukryłam w dłoniach i płakałam z bezsilności. Komendant jak tylko się dowiedział o tym, co się stało, wpadł do nas, zwolnił nas z patrolu, ale nie zamierzaliśmy wrócic do domu. Do końca dnia, czekając na jakiekolwiek wieści, siedzieliśmy w biurze. Byliśmy bezsilni. Marzyłam tylko o tym, żeby się okazało, że to tylko sen. Żeby ktoś za chwilę przyszedł i powiedział, że to głupi żart, a Leoś jest bezpieczny. Ale to była brutalna rzeczywistość.

Pod koniec dnia wpadł zdyszany Krzysiek:
- Musicie ze mną jechać - rzekł starszy posterunkowy.
- Znaleźliście go? Powiedz, że znaleźli go, błagam - powiedziałam zapłakana.
- Dostaliśmy informację, że ktoś znalazł dziecko na ogródkach działkowych.
- Leo? - zapytał Białach.
- Nie wiemy. Wiemy, tylko że to chłopiec i miał około pół roku.
- Nie żyje? - zadałam pytanie i się rozpłakałam. Przed oczyma miałam najgorszy scenariusz.
- Niestety, ale Ola nie wiemy czy to Wasze dziecko. Idziemy?
- Tak. - Poszliśmy do radiowozu.

Kilkanaście minut później... w Parku Grabiszyńskim

Podeszliśmy do policjantów na miejscu zbrodni, jeden z nich zaprowadził nas do lekarza, który oglądał ciało.
- Cześć, możemy go zobaczyć? - zapytał Mikołaj.
- Tak, jasne. - odchylił płachtę.
- Boże... - tylko tyle byłam w stanie wyszeptać, bo rozryczałam się jeszcze bardziej.





To tyle jak na razie. Jak myślicie, czy jest to ciało Leo? Kto porwał dziecko. Wracam do pisania, Cieszycie się?

Chciałam Was bardzo przeprosić za moją nieobecność, spowodowaną dłuższy czas brakiem weny, a ostatnimi czasy napotkała mnie śmierć. Dzień po narodzinach zmarł bratanek szwagierki. Wszyscy wciąż są w szoku. ciężko się po tym pozbierać. Pogrzeb noworodka jest najgorszą rzeczą w życiu. Ten świat jest cholernie nie sprawiedliwy :(.

Leonku, chociaż nie zdążyłam Cię poznać, nie potrafię się pogodzić z Twoją śmiercią, Śpij spokojnie, mam nadzieję, że w Niebie u aniołków jest Ci dobrze :( [*].

poniedziałek, 23 listopada 2015

Zwiastun odc 129-132

Zwiastun ostatnich odcinków trzeciej serii :)


video

Miniaturka

"Klątwa Ondyny"


Z okazji 33 tysięcy postanowiłam napisać miniaturkę. Chciałam podziękować wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Jest mi niezmiennie miło widzieć jak podobają się moje opowiadania. Dziękuję raz jeszcze. Miniaturka nie ma nic wspólnego z wcześniejszymi opowiadaniami.

***

Ola i Mikołaj są parą od czterech lat. W pracy są zgranym teamem, a w życiu prywatnym są szczęśliwym i kochającymi narzeczeństwem. Od jakiegoś czasu starają się o dziecko. 

***

17 marca

Ola i Mikołaj mieli dzisiaj wolne w pracy, więc wyspani i wypoczęci wstali ok. 11. Aleksandra postanowiła zrobić test ciążowy i w tym celu udała się do łazienki. Wyjęła z szafki pudełko. Zawartość położyła na umywalce i przeczytała ile ma odczekać na wynik. Po zrobieniu tych czynności, test odłożyła na pralkę. Wiedząc, że musi czekać pięć minut, postanowiła umyć twarz, zęby, rozczesać włosy. Spojrzała na zegarek, minęło kilka minut dłużej, więc wzięła głęboki oddech i sięgnęła po test. W głowie miała tylko jedno ,,Udało się czy znowu nie?". Spojrzała na pole wyniku i się rozpłakała... Ze szczęścia. Od razu poleciała do Mikołaja i rzuciła mu się szyję:
- Udało się! Będziemy rodzicami! - powiedziałam uśmiechnięta, ocierając łzy szczęścia.
- Ale się cieszę Olu, kocham Cię - odrzekł Mikołaj, będąc w radosnym szoku.
- Ja Ciebie również. Ten dzień lepiej się zacząć nie mógł.

18 marca

Lekarz potwierdził ciążę. 5 tydzień. Już było widać fasolkę na monitorze. Już usłyszeli bicie serca. Wysocka i Białach są najszczęśliwsi na świecie! Przypuszczalny termin porodu: 22 listopad.


20 lipca


Przyszli rodzice właśnie wrócili z dwutygodniowego urlopu nad Polskim morzem. Wypoczęli, opalili się. Ogółem się świetnie bawili, mieli sporo wspomnień i zdjęć. Po rozpakowaniu walizek, przyrządzili obiad. A po lunchu oglądali TV. Musieli odpocząć pod długiej i męczącej podróży. Następnego dnia szli do pracy.

21 lipca

Narzeczeni rano wstali, ogarnęli się. Ola miała wizytę u lekarza. Pojechała razem z Mikołajem, gdyż mieli na drugą zmianę. W trakcie badania USG:
- Spodziewacie się Państwo chłopca - oświadczył doktor.
- Ale się cieszę. - powiedział Mikołaj. Po jego minie widać było, że jest dumny.
- Ja też kochanie.
Po skończonych badaniach udaliśmy się na komendę. Po wejściu do pokoju po mundur posmutniałam.
- Co jest Ola? - zapytał Mikołaj.
- Właśnie zdałam sobie sprawę, że od dziś nie będę patrolować ulic.
- No tak ustaliliśmy przed wyjazdem. Brzuszek Ci rośnie, więc wiesz - i po chwili dodał - Po za tym nie możesz się denerwować i przemęczać. Za kilka miesięcy wrócisz na patrol przecież.
- Tak, wiem, ale ciężko z tym. - odpowiedziałam. - Trzeba iść do ojca.
- To chodźmy za nim odprawa się zacznie.

U komendanta...

Cześć tato - przywitała się Ola.
- Dzień dobry komendancie.
- Cześć Wam. - odpowiedział Wysocki. - Ale pięknie Córcia wyglądasz.
- Dzięki. - Lekko się uśmiechnęłam na komplement.
- Z czym do mnie przychodzicie?
- Przyniosłam podanie o przeniesienie za biurko.
- Dobrze, dobrze. - odpowiedział stary - Mikołaj, to pojedziesz dzisiaj na patrol z Mieszkiem.
- No dobra Panie Komendancie, do zobaczenia na odprawie.
- Do zobaczenia tato.
- Widzimy się za kilka minut. - odrzekł Wysocki.
Po odprawie Mikołaj i Ola wrócili do pokoju. Białach po pas z bronią, a Ola usiadła za biurkiem. Komendant miał przydzielić jej później biurko w kadrach. Aspirant po zabraniu potrzebnych mu rzeczy, pożegnał się z posterunkową, ją pocałował i poszedł do samochodu.

22 listopada

Cała ciąża minęła spokojnie. Dziecko było zdrowe. Czterdzieści tygodnie minęło bardzo szybko. Ola przestrzegała diety, ćwiczyła, chodziła z Mikołajem na spacery. Czasem brali sobie wolne i jechali na spontaniczną wycieczkę, piknik. Gdy Ola tego dnia poczuła skurcze już wiedziała, że zobaczy swe dziecię. Zadzwoniła po Białacha, że akcja się już zaczęła. Aspirant zwolnił się u komendanta i przyjechał po Aleksandrę. Zabrali przygotowanie wcześniej rzeczy i pojechali do szpitala.

23 listopada

Poród zakończył się o godzinie 14:55. Był długi, bo trwał 35 godzin, ale przebiegł dobrze.
Młody - Leo dostał 10 punktów w skali Apgar.

Niestety, po 30 minutach Leo robi się siny, markotny, kończyny stają się wiotkie. Przenieśli go do sali obserwacji, a po nie całej godzinie na oddział intensywnej terapii. W inkubatorze został poddany tlenoterapii biernej.
Lekarze poinformowali, że podejrzewają poważną wadę serce.
Ola i Mikołaj są załamani.

24 listopada

Rodzice zostają poinformowani przez lekarza, że Leo ma poważne problemy z oddychaniem i najprawdopodobniej trzeba je będzie zaintubować. Nie są znane jeszcze powodu. Lekarze zaczęli robić liczne badania m.in. rentgen, konsultacje kardiologiczne, USG, badania krwi, punkcja.
Leo wytrzymał cały dzień na własnym oddechu, z pomocą CPAP. Rodzice i lekarze pozwalają sobie na ostrożny optymizm. 


25 grudnia

Dyżurna doktor o godzinie 4 w nocy budzi Olę i informuje o tym, że Leo sobie niestety nie poradził...
Został podłączony do respiratora...
Nad ranem wyłączył oddech całkowicie...
Ola dzwoni do Mikołaja, jest przerażona.
Białach przyjechał d szpitala pocieszyć zrozpaczoną kobietę. Niestety ochroniarze wyrzucają go, gdyż jest nie w porze odwiedzin.
Kolejne dni nie przynoszą ani poprawy, ani wyjaśnienia.

26 grudnia

Mikołaj przyszedł odwiedzić Olę i Leo. Pani doktor przyszła informacja, że nie wie co dziecku dolega, ale przeczytała w internecie, że może być to "Klątwa Ondyny" i najprawdopodobniej do końca życia będzie skazany na respirator. Wieczorem na prośbę rodziców Leo został przewieziony w stanie zagrożenia życia do Centrum Zdrowia Dziecka.

27 grudnia

Zaczynają się badania. Dziesiątki badań. Zaczyna się znowu kłucie, prześwietlanie, osłuchiwanie, pobieranie. Niestety Ola i Mikołaj są wciąż przerażeni. Znowu słyszą o tej dziwnej chorobie.  W której chory jak zasypia, wyłącza swój oddech. Chory jest na granicy życia i śmierci. Opcja jedna z najgorszych, ale jeszcze są inne.

Nazwa choroby wiąże się się z mitem o nordyckiej bogini Ondynie, która zakochała się w zwykłym nieśmiertelniku. Mężczyzna był jej niewierny, więc bogini w akcie zemsty rzuciła na niego klątwę, która sprawiła, że mężczyzna aby móc oddychać, musiał o tym pamiętać.

28 grudnia

Lekarze odebrali Oli i Mikołajowi nadzieję, ostatnią. Kazali się przygotować, że cokolwiek się okaże, będzie bardzo źle.

29 grudnia

Lekarze podjęli próbę odłączenia Leo od respiratora. Rodzice biorą chłopca pierwszy raz na ręce. Niestety, za każdym razem jak wtulony w Olę zasypia, robi się siny, a poziom wysycenia tlenem krwi nieubłaganie spada 95, 92, 88, 86, 84, 82, 80, 78... Wyjące alarmy zakłócają pierwsze chwile razem...
Wspomagany dodatkowym tlenem i nCPAPem Leo wytrzymuje cały dzień. Nadchodząca noc będzie weryfikująca.

31 grudnia


Kolejna próba ekstubacji zakończyła się niepowodzeniem. Więcej prób nie będzie. Ani lekarze ani Ola i Mikołaj nie wierzą w to, że Leo będzie sam oddychał.


2 stycznia

Lekarze pobrali od Leo materiał genetyczny i wysłali do pracowni analiz molekularnych w Paryżu. Tam dokonana zostanie analiza pod kątem CCHS - Klątwy Ondyny.
Doktorzy postanowi, że do czasu przyjścia wyników Leo zostanie wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Może to potrwać trzy tygodnie, albo miesiąc, albo trzy miesiące, albo rok...


5 stycznia

Leo jest w sedacji. Śpi sztucznym snem, ale czasem otwiera nieprzytomne, smutne oczka. Zaplątany w dziesiątki kabli, pokłuty, oklejony plastrami, karmiony przez sondę, zaintubowany przez nos, ale na pewno czuje, że cały czas jest ktoś przy nim.

Sedacja – obniżenie aktywności ośrodkowego układu nerwowego za pomocą środków farmakologicznych bez wyłączenia świadomości.

14 stycznia

W oczekiwaniu na najważniejszy wynik, Leoś jest poddawany kolejnym badaniom. Wykluczono różne choroby. Każdy negatywny wynik cieszy, a zarazem przybliża Olę i Mikołaja do wiadomości o klątwie.

25 stycznia

Przyszedł fax z Paryżu.
Krótki i bezlitosny.
Leo cierpi na CCHS.
Klątwa jednak została rzucona.
W praktyce oznacza to, że Leo nigdy nie będzie oddychał samodzielnie podczas snu, a może i w czasie czuwania? Czas pokaże.
Leo przejdzie zabieg tracheotomii, co umożliwi podłączanie chłopca do respiratora - do maszyny, od której będzie zależny do końca życia.

29 stycznia

Leo przeszedł zabieg tracheotomii.

25 lutego


Jedzenie to koszmar. Leo od urodzenia był karmiony przez sondę. Czasem posiłki trwają nawet trzy godziny. A czasem Leo całkowicie odmawia ssania.


31 lutego

Sukces! Jednak się udaje, sonda zostaje usunięta całkowicie i Leo przechodzi na karmienie butelką. Jest także coraz bardziej kontaktowy i ciekawy świata.


31 marzec

Czekając na wypis Leo, Ola i Mikołaj uczą się pielęgnacji rany na szyi, zdobyli umiejętność wymiany rurki tracheotomijnej. Wysocka i Białach odbywali szkolenie w zakresie resuscytacji, przeszli żmudne badania psychologiczne oraz ostatecznie uczą się obsługi sprzętu (respirator, pulsoksymetr, pompa ssąca itp.)

5 kwietnia

Ola i Mikołaj podpisują umowę przejścia synka do programu wentylacji domowej. Leo, karetką, na sygnale jedzie do domu! Pierwszą noc Leo śpi z Olą i Mikołajem.

15 kwietnia


Mikołaj wrócił do pracy. Ola została w domu z Leo. Czas jej mija na oswajaniu nowej sytuacji. Leo ma rehabilitacje 4 dni w tygodniu. Wysocka ciągle musi z synkiem jeździć na konsultacje do lekarzy. Najgorsze są dla nich noce, Leo potrafi odłączać się od respiratora co kilkanaście minut, bywa, że kilka razy muszę zmieniać ustawienia sprzętu. Jak każdy niemowlak potrzebuje jedzenia, przewijania, czasem ma kolkę. Ola i Mikołaj potrafią nawet wstać do niego 20 razy jednej nocy.

8 czerwca

Ola i Mikołaj są szczęśliwi. Leo został pozytywnie oceniony przez psychologa!
Jest na adekwatnym dla swojego wieku etapie rozwoju, a do tego jest muzykalny, kreatywny i komunikatywny ;)

1 września

Ola i Mikołaj byli z Leo na jego pierwszych wakacjach w lipcu. Z całym ekwipunkiem oczywiście, z respiratorem itd. Młodemu dzisiaj pierwszy ząbek wyszedł.


Rok później...

Ola przyzwyczaiła się, że musi być cały czas przy Leosiu. Nie widzi poza nim świata. To jej opieki potrzebuje 24h na dobę. Mikołaj pracuje. Tylko czasem Aleksandra ma dość, ale się nie poddaje, wierzy, że niedługo wróci do policji. Tęskni za dawnym życiem.
Nie sposób jej uciec od wydarzeń sprzed roku. Intensywnie wracają obrazy ze szpitala, strzępki rozmów, bezlitosne słowa. Uczucie strachu i przerażenia. Minął rok.

Kolejny rok za nami...

Ola zaczęła chodzić z Leo do żłobka. Raz w tygodniu.

W piątym roku życia wszczepiono Leo stymulator oddechu. Uruchomiony został półtora miesiąca później. Ola wciąż jeszcze nie wróciła do pracy, ale może już niedługo?


Nie wiem czy się spodobało, napisałam tą miniaturkę w stylu pamiętnika, ale jednak nie do końca. Najgorsze jest to, że w rzeczywistości tak wygląda opieka nad dzieckiem chorym na CCHS. Oczywiście wiadomo, że to jest okrojony opis.










niedziela, 8 listopada 2015

I. Seria 18. Rozdział

Rozdział 18. Kim jest osoba na zdjęciu?


- Sami spójrzcie - odpowiedział z grobową miną i podał nam zdjęcie z kadrem z filmu.
- O cholera, ja pierdolę, to nie możliwe - stwierdziłam i uciekłam - przepraszam...
- co to kurwa jest? - zszokowany Mikołaj zadał pytanie dyżurnemu...
Jacek nie wiedział co ma odpowiedzieć zszokowanemu policjantowi.
- Nie wierzę... - Mikołaj nie mógł uwierzyć w to co zobaczył, następnie zadał parę pytań i orzekł, że idzie odnaleźć swoją partnerkę.

Po paru minutach szukania swojej partnerki, odnalazł ją zaryczaną w łazience.
- Ola, wszędzie cię szukam... Uspokój się i nie płacz - aspirant przygarnął mnie do siebie.
- Ja nie wiem... ja nie rozumiem... - zachlipałam i mocniej się w niego wtuliłam.

- cii... cicho... najpierw się uspokój, później się nad tym zastanowisz - próbował mnie uspokoić.
Po parunastu chwilach na tyle się uspokoiłam, że mogłam poprawić makijaż, a następnie mój partner zaprowadził mnie do biura.
- Oluś, powiesz mi jak to możliwe, że na tym filmie znalazłaś się Ty?
- Nie gadajmy o tym, proszę - wstałam z fotela, aby podejść do okna ukrywając łzy.
- Dobrze wiesz, że nie unikniemy tej gatki.
- co mam ci do cholery powiedzieć!? Tak, znam go! Z liceum. Tak, spotykaliśmy się! - wykrzyczałam się Mikołajowi. Znowu się rozpłakałam i wyszeptałam - tylko nigdy bym nie pozwoliła się nagrać. Wiesz o tym, prawda?

Białach wstał z biurka, na którym do tej pory siedział i podreptał do mnie. Wtuliłam się w niego. Staliśmy tak dłuższą chwilę, lecz odsunęliśmy się od siebie, gdyż do pokoju wszedł Jacek.
- Masz coś dla nas? - zapytał Mikołaj.
- Owszem, prośbę od dochodzeniówki. Do Oli. - westchnęłam.
- Tak? - zapytałam.
- Żebyś poszła i złożyła zeznania w tej sprawie.
- Yhym.

Z miną nieszczęśliwca udałam się piętro wyżej. Dla mnie złożenie tych wyjaśnień było cholernie trudne. Na moje szczęście okazało się, że był to jeden jedyny film spośród kilkuset, który nigdzie nie został opublikowany. Wyszłam stamtąd pół godziny później z kopertą.


***

- co tam masz? - zapytał Białach, gdy wsiadłam do radiowozu.
- Nic takiego. zdjęcia innych dziewcząt.
- Po co ci?
- Może rozpoznam jakąś koleżankę z liceum.
- Ale cię męczą...
- Przestań - spojrzałam się wymownie na niego.
- Nie żartuję. Nie możesz się przemęczać przecież - Mikołaj zachichotał.
- Bardzo śmieszne. Serio. - Postanowiłam się nie przejmować nim i skupiłam się na przeglądaniu fotek.
chwilę później...
- O kurwa! - nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam przed sekundą.
- co?
- Patrz na to. - Podałam mu fotografię.
- Ale jaja.
- Mikołaj uważaj!!! - krzyknęłam, gdyż przed maską pojawił nam się rowerzysta.
- Kurwa, idiota. Mało brakowało.
Machnęłam głową z miną niedowierzania i odetchnęłam z ulgą. Mało brakowała, aby doszło do zderzenia.
- Wracajmy na komendę - zadecydowałam.
- Ok, zgłoś Jackowi.

***

Godzina 18:00

- Zaraz wracam. - Powiedziałam i udałam się na wyższe piętro, do dochodzeniówki.
Przekazałam koledze co ustaliłam, ale także miałam prośbę, na którą się zgodził.

chwilę przed 19-tą wraz z Mikołajem, zdaliśmy broń, przebraliśmy się z mundury i wyszliśmy przed komendę.
- Wpadniesz do mnie na kolację?
- chętnie.
- To co o 20:30?
- Okej, to lecę. - Pożegnaliśmy się namiętnym pocałunkiem


***

DOM

- Na prawdę bardzo dobra kolacja - skomplementował potrawę po zjedzeniu. Uśmiechnęłam się.
- Mikołaj, możemy pogadać?
- Jasne, o czym?
- Może wyjdziemy na balkon i tam pogadamy? Dzisiaj niebo jest piękne.
- Gwiazdy chcesz pooglądać?
- Owszem. - Wyciągnęłam go na balkon.
- Ale ładnie. - Nie mogłam się napatrzeć.
- co chciałaś mi powiedzieć?
- Tak sobie pomyślałam... - spojrzałam w jego piękne oczy... - może chciałbyś...
- co chciałbym?
- Zamieszkać razem?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Na prawdę?
- Ola? - spojrzałam się na niego i wyczekiwałam odpowiedzi - Oczywiście, że tak. Wiesz co?
- Tak?
- Kocham cię.
- Pierwszy raz mi to powiedziałeś, wiesz? Ja ciebie też. - Pocałowałam go namiętnie.

***

Następny dzień...

Obudziłam się szczęśliwa, u boku Mikołaja. Próbowałam wstać, aby nie obudził mojego mężczyzny, ale nijak mi to wyszło.
- Gdzie moje Kochanie się wybiera? - przyciągnął mnie do siebie i dał mi całusa.
- Do kuchni. Trzeba wstawać do pracy. Kawy?
- Z przyjemnością.
- To wstawaj, bo nie dostaniesz. - Pokazałam mu język i uciekłam do kuchni, przyrządzić śniadanie.
Mikołaj już po chwili zjawił się w kuchni. Objął mnie od tyłu w pasie i przyglądał się jak nalewam sobie sok.
- Kawa ci wystygnie. - Ostrzegłam go.
- Nie brakuje ci jej?
- Nie, sok też jest dobry. - odpowiedziałam z uśmiechem - siadaj do stołu.
Wzięliśmy się za konsumowanie kanapek.
- Pomyślmy o imieniu dla naszego szkraba. - zarządziłam.
- Hmm... Może Paweł? - rzucił pomysłem pierwszy.
- Wiesz, że to jedne z najpopularniejszych imion.
- No to inne...
- Leo?
- Leon? Aaa, Leo, podoba mi się - uśmiechnęliśmy się do siebie - a na drugie Michał?
- To będzie Leo Michał Białach - potwierdziłam wybrane imiona.
Dojedliśmy kanapki i przygotowaliśmy się do wyjścia. Na spokojnie, mieliśmy jeszcze zapas czasu.


***
Na komendzie

Szliśmy akurat do biura po mundury, gdy zaczepił nas dyżurny.
- Hej Wam, Olu, Tomek prosił mnie żebym ci przekazał, żebyś podeszła do niego na chwilę po odprawie.
- Dobra. Wpadnę. Dzięki

Po wyznaczeniu rewirów, komendant zakończył odprawę i udałam się na drugie piętro.
- Siema, chciałeś żebym przyszła, to jestem - Przywitałam się z Tomkiem z dochodzeniówki.
- Dobrze, że jesteś. - i dodał po chwili - Rozmawiałem z Grudą.
- Jak zareagowała?
- Wkurzyła się, nie ma co jej się dziwić zresztą.
- Mogłabym z nią pogadać?
- Słucham? Nie mogę ci pozwolić.
- Dlaczego? - przykro mi się zrobiło.
- Jesteś w ciąży, nie możesz się wkurzać.
- Pięć minut - zrobiłam słodkie oczy - proszę.
- Ehh... dobra. Pięć minut i ani minuty dłużej. - Pogroził mi palcem - Ale muszę być przy tym.
- Dobra, już dobra. Dziękuję.

- Ooo, kogo ja tu widzę, posterunkowa - powiedziała Gruda ze złośliwym uśmiechem.
- Daruj sobie. - przewróciłam oczami. - Dlaczego chciałaś zrobić mi krzywdę?
- To jeszcze tego nie wiesz? Głupia jesteś.
- chcę to usłyszeć od ciebie, moja droga.
- Zgadnij sobie jak żeś taka mądra.
- chodzi ci o tego gnojka? Grochowskiego?
- Może...
- Nie denerwuj mnie! - przybrałam wściekły wyraz twarzy i powiedział to podniesionym głosem.
- co ja ci takiego zrobiłam, się pytam!? - walnęłam ręką w biurko. - do cholery!
- Już zapomniałaś, że mi go odbiłaś? Suko głupia.
- Nie wierzę... dobrze rozumiem? - nie dowierzałam - chciałaś mnie zabić dlatego, że kiedyś byłam w związku z nim?
- On był moim chłopakiem! Nie miałaś prawa!
- On cię wykorzystał... A Ty za próbę zabójstwa pójdziesz siedzieć - spojrzałam na ścianę - na jakieś 15 lat. Było warto?
Uznałam, że należy skończyć tą dyskusję. Wyszliśmy z pokoju przesłuchań. Buzka odprowadził ją do komisarzy, którzy mieli ją odwieźć do aresztu. Albowiem prokuratura zarządziła, że na rozprawę będzie czekać za kratkami.

***

Wróciłam do pokoju, gdzie czekał na mnie mój partner. A następnie udaliśmy się na patrol. Został nam oczywiście przydzielony bardzo spokojny rewir, więc aby się dłużej nie nudzić zgłosiliśmy o 13-ej przerwę i wróciliśmy na komendę, aby obiad zjeść w stołówce. Pani Zosia nas miło przywitała, a po podaniu nam posiłku, dosiadła się do nas, aby wypytać jak przebieg ciąży. A później standardowo wróciliśmy na patrol. A chwilę później dostaliśmy zgłoszenie, więc nie nudziliśmy się.



Mam nadzieję, że spodobało Wam się opowiadanie ;) Komentarze jak najbardziej mile widziane!
Buziaki


piątek, 6 listopada 2015

Streszczenia odcinków 129-132

Streszczenia odcinków 129-132



Odcinek 129

Aresztowany zostaje gangster związany z grupą, która została zatrzymana w wyniku prowokacji posterunkowej Wysockiej. Mężczyzna nie przyznaje się do nękania jej pogróżkami, ale smsy wreszcie ustały. Ola wraca do pracy. Na patrolu z Mikołajem dostają zgłoszenie o włamaniu. Już na pierwszy rzut oka włamanie wygląda na upozorowane. Nikt nie ma wątpliwości, że złodziejem jest pracujący u okradzionej rodziny ogrodnik. Wkrótce okazuje się, że chłopak może mieć na sumieniu dużo więcej. Białach i Wysocka będą też ścigać fałszywego taksówkarza. W jego ujęciu pomoże sierżant Beata Gruda.

Odcinek 130

Do Krzyśka przychodzą panie z MOPSU. Mają ocenić, czy Krzysiek dobrze zajmuje się dzieckiem. Samotny ojciec - jeszcze z taką pracą - to nie jest ich zdaniem dobry klimat dla rodziny. Krzysiek kłamie, ze w opiece nad Tośkiem pomaga mu przyjaciółka. Panie zapowiadają, że za tydzień przyjdą jeszcze raz na kontrolę. Tymczasem na jednym z zamożnych wrocławskich osiedli ktoś włamuje się do budki ochroniarza i kradnie twardy dysk z nagraniem. Dla policjantów staje się jasne, że nagranie zarejestrowały jakieś przestępstwo. Podobnie uważa wścibski ochroniarz, który postanawia pomóc policjantom w śledztwie. Rozwiązanie sprawy zaskoczy nawet jego. W tym odcinku Krzysiek i Emilka zajmą się też sprawą pewnego bardzo kochliwego mężczyzny. Jego miłość do wielu kobiet sprawiła że trafił nie tylko do szpitala ale również przed oblicze prokuratora.

Odcinek 131

Beata Gruda żali się Oli, że czuje, że ich stosunki ostatnio się popsuły. Zaprasza ją do siebie na wieczór - napiją się wina, pogadają jak za starych czasów, powspominają. Ola się zgadza, ale na patrolu zwierza się Mikołajowi, że to nie jest już ta sama Beata, którą znała w liceum. Tymczasem muszą się zająć sprawą pieszego, który został potrącony na ulicy, ale mimo odniesionych ran uciekł z miejsca wypadku. Wkrótce okazuje się, że to obywatel Ukrainy. Mężczyzna trafia do szpitala a policjanci znajdują przy nim nóż domowej roboty. Jaką tajemnicę kryje Ukrainiec? Czego się boi? Skąd i dlaczego uciekał. Pytań jest wiele a czasu coraz mniej. Białach i Wysocka zatrzymują także pijanego chuligana, który - kiedy ma zostać wypuszczony na wolność - za nic nie chce opuścić komisariatu… Wieczorem Mikołaj spotyka się z ratowniczką medyczną. Świetnie się bawią, a tymczasem Ola siedzi z Beatą Grudą. Nagle zaczyna jej się kręcić w głowie. Beata mówi, że dosypała jej do wina środek usypiający, a teraz nadchodzi czas jej zemsty.

Odcinek 132

Przerażony mężczyzna zgłasza się na policję. Został okradziony ze sporej sumy pieniędzy. Problem w tym, że nie pamięta, jak to się stało. Krzysiek i Emilka muszą odtworzyć wydarzenia z poprzedniego wieczoru i ustalić, czy naprawdę doszło do przestępstwa. Wkrótce, podczas zatrzymania narkomana, Emilka kaleczy się igłą ale bagatelizuje sprawę. Jedzie z Krzyśkiem na wezwanie urzędniczki ze skarbówki, która twierdzi, że doszło do próby wręczenia korzyści majątkowej. Łapówka jest jednak nietypowa i wkrótce znika w bardzo prozaicznych okolicznościach. Wieczorem Emilka idzie do Krzyśka. Grają przed paniami z MOPSU zgodną parę. Reakcja Tośka jest wzruszająca, ale wkrótce sielankę burzy telefon ze szpitala, do którego trafił narkoman, który skaleczył Emilkę. Tymczasem Mikołaj nie może dodzwonić się do Oli ale nie przejmuje się tym za bardzo - mają w końcu wolny dzień, a po ploteczkach przy winie u Grudy Ola pewnie odsypia. Wieczorem Mikołaj dostaje bardzo niepokojący sms od Oli.








Do Krzyśka przychodzą panie z MOPSU. Mają ocenić, czy Krzysiek dobrze zajmuje się dzieckiem. Samotny ojciec - jeszcze z taką pracą - to nie jest ich zdaniem dobry klimat dla rodziny. Krzysiek kłamie, ze w opiece nad Tośkiem pomaga mu przyjaciółka. Panie zapowiadają, że za tydzień przyjdą jeszcze raz na kontrolę. Tymczasem na jednym z zamożnych wrocławskich osiedli ktoś włamuje się do budki ochroniarza i kradnie twardy dysk z nagraniem. Dla policjantów staje się jasne, że nagranie zarejestrowały jakieś przestępstwo. Podobnie uważa wścibski ochroniarz, który postanawia pomóc policjantom w śledztwie. Rozwiązanie sprawy zaskoczy nawet jego. W tym odcinku Krzysiek i Emilka zajmą się też sprawą pewnego bardzo kochliwego mężczyzny. Jego miłość do wielu kobiet sprawiła że trafił nie tylko do szpitala ale również przed oblicze prokuratora.



niedziela, 1 listopada 2015

I. Seria 17. Rozdział

Rozdział 17. Gdyby nie Jacek, nie wiem jak to by się skończyło.




Przechodziliśmy przez kolejne pomieszczenie, gdy nagle ktoś złapał mnie od tyłu, a druga osoba pojawiła się przed nami:
- Puszczaj ją! - wycelował w nas Mikołaj, ale wiedzieliśmy oboje, że nie strzeli, bo za dużo ryzykował.
- Bo co mi zrobisz? He he
- Rzuć ten nóż do cholery!
- To Ty odłóż gnata, to może Wam nic nie zrobimy - powiedziała kobieta.
- czego od nas chcecie, co!? - zadałam pytanie.
- Zemsty! Pożałujecie wszyscy! - powiedział siwowłosy mężczyzna...
- To teraz patrz Białach! - blondynka wyciągnęła broń i wycelowała we mnie. Zamknęłam oczy.
- NIEEEE ! - krzyknął mój partner i padł strzał... ale to nie ja dostałam. Ani Gruda... ani także Kwieciński...

Mikołaj podbiegł do niej. Właśnie Mikołaj... On także nie oberwał, zdążył złapać broń i skierować ku górze. Obezwładnił ją w jednej chwili i wytrącił jej pistolet. Ale ja wciąż była przytrzymywane przez tego gnojka.

- KONIEC ZABAWY! PUŚĆ JĄ! - darł się aspirant.
- Bo co? He he - podinspektor igrał z nim.
- Za kilka minut będzie po tobie. Wiesz o tym dobrze. - próbował opanować sytuację.
- Przez te parę minut mogę poderznąć jej gardło. - Ostrze zbliżyło się niebezpiecznie do mojej szyi.
- Pożałujesz... - nie zdążył dokończyć zdania dowódca. To wszystko trwało ułamek czasu. Wpadli antyterroryści, w jednej chwili poleciałam do przodu, a Kwiecińskiego obezwładnili ATecy. Byłam w szoku. W wielkim szoku. Po minucie obydwoje leżeli przyciśnięci do podłogi, a Mikołaj podbiegł do mnie i mnie przytulił.

- W porządku? - zapytał zaniepokojony.
- Tak... chyba tak. - wyszeptałam przestraszona. - a z Tobą?
- Też. Chodźmy na zewnątrz. Ochłoniemy. Byłaś dzielna. - przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło.

Po 7 minutach Kwieciński ze swoją wspólniczką zostali wyprowadzeni z budynku do radiowozów.
Opowiedzieliśmy dowódcy jednostki antyterrorystycznej co tam się wydarzyło przed ich przyjazdem. Mieliśmy szczęście, że Jacek zareagował szybko jak się zorientował, że nie ma z nami kontaktu i może nam grozić niebezpieczeństwo. Mikołaj poinformował dyżurnego, że wszystko jest OK i nie potrzebujemy pomocy medycznej. Jacek zalecił napisanie nam notatki, a po jej ukończeniu powrót na bazę i spisanie raportu. Napastnicy zostali przetransportowani na komendę i osadzeni w areszcie. Odpowiedzą z artykułu 223 § 1, KK, - napaść na funkcjonariusza publicznego z użyciem broni - za co przewidziane jest pozbawienie wolności od roku do lat 10, a także dostaną zarzuty z artykułu 148. §1 w zw. art. 13 §3 - usiłowanie zabójstwa funkcjonariusza na służbie, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.


***

O 19:00 wyszliśmy z pracy. Mikołaj zabrał mnie na kolację do restauracji, następnie pojechaliśmy do mojego mieszkania, gdyż nie miałam ochoty sama zostawać. Oglądaliśmy komedię i przy tym świetnie się bawiliśmy. O 10 wieczorem stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni, poszliśmy wziąć wspólny prysznic, a następnie położyliśmy się spać. Długo nie mogłam zasnąć po dzisiejszych wydarzeniach.

***

Kolejny dzień

Rano postanowiłam, że po odprawie porozmawiam z ojcem. Nie chciałam dłużej ukrywać, że ojcem mego dziecka jest Białach. Nie było sensu. Tym bardziej, że wróciliśmy do siebie. Ale przed odprawą pojechaliśmy na badania. Mieliśmy się dowiedzieć czy będzie córeczka czy synek. Gdy dotarliśmy do lekarza była tylko na szczęście jedna kobieta przed nami, więc po paru minutach czekania zostaliśmy zaproszeni do gabinetu.
- Witam Pani Olu - przywitała się ze mną lekarka.
- Dzień dobry, to jest Mikołaj, to on jest ojcem - przedstawiłam mojego partnera.
- Miło mi poznać, Urszula Opolska - przedstawiła się Pani ginekolog.
- Mi również - odpowiedział mężczyzna,
- Pewnie nie możecie się doczekać jak Wam powiem jaka płeć dziecka? - zapytała ciemnowłosa kobieta wskazując ręką, - Proszę się tam położyć i podciągnąć bluzkę do góry.
Wykonałam polecenie, Białach usiadł koło łóżka, a kobieta po drugiej stronie. Po chwili znaliśmy już odpowiedz.
- Chłopiec - stwierdziła kobieta, a my bardzo się ucieszyliśmy. Widziałam jak dumny był Miki.

***

Po wizycie udaliśmy się na komendę. Po założeniu munduru powiedziałam aspirantowi, że lecę pogadać z komendantem pogadać o nas i poinformować, że spodziewamy się chłopca.

- Mogę na chwilę? - zapukałam do drzwi i zajrzałam do środka.
- Jasne, siadaj. - stwierdził stary i po chwili rozpoczął konwersację - Olu, przepraszam Cię za to, co ostatnio powiedziałem. Chcę żebyś wiedziała, że o Tobie tak nie myślę, wiem poniosło mnie, jeszcze raz przepraszam.
- Wybaczam Ci i mam nadzieję, że nigdy więcej się to nie powtórzy - powiedziałam groźnie.
- Z czym do mnie przychodzisz? - zapytał Wysocki.
- Spodziewam się chłopca - oświadczyłam ojcu  - a co do naszych ostatnich sprzeczek, to chcę żebyś wiedział, że to Mikołaj jest ojcem i mam nadzieję, że zaakceptujesz nasz związek.
- Rozumiem, leć na patrol, bo już późno - uśmiechnął się, ale i skrzywił się słysząc z kim zaszłam w ciążę.

***
Patrol...

- 05 dla 00 - wywołam Jacka przez radio.
- Tak piątka? - po chwili odezwał się dyżurny.
- Wpisz nas na patrol. - rzekłam.
- Na reszcie, myślałem, że dzisiaj się Was już nie doczekam - odpowiedział żartując - pojedzcie od razu na ulicę Koszykową 15 m 6.
- A co tam się szykuję dla nas? - zapytałam.
- Zatrzymajcie Mariusza Grochowskiego. Jest podejrzewany o rozpowszechnianie treści pornograficznych. - odpowiedział Nowak.
- To chyba sprawa dochodzeniówki? - zadałam pytanie.
- Tak, ale teraz nie mogą nikogo wysłać, więc poprosili nas. - oświadczył aspirant.
- Dobra, lecimy. - zakończyłam wymianę zdań.

Po 13 minutach...

(Pukamy do drzwi)
- Czego? - otworzył nam drzwi.
- Aspirant Białach, a to posterunkowa Wysocka, Komenda Miejska - przedstawił nas.
- Pan Mariusz Grochowski? - zapytałam się mężczyzny.
- Ta, ja chyba skąd Cię kojarzę - stwierdził Grochowski.
- Raczej nie... Pojedzie Pan z nami na komendę - odrzekłam.
- Po co? Nie macie prawa mnie zatrzymać. Nigdzie nie jadę!- zdenerwował się.
- Wyjaśnimy sobie wszystko na komendzie - odpowiedział zniecierpliwiony Białach - pojedzie Pan dobrowolnie czy mam użyć kajdanek?
- A pieprz się. - podejrzewany próbował zamknąć nam drzwi przed nosem, ale nie zdążył. Po chwili wyprowadziliśmy go do radiowozu w bransoletkach. Poczekaliśmy na techników, którzy mieli zabezpieczyć komputer i inne nośniki danych w mieszkaniu.

Komenda...

Zaprowadziliśmy Grochowskiego do pokoju przesłuchań. Nie był zbyt rozmowny. Kpił sobie z nas w żywe oczy, czym bardzo nas denerwował. Postanowiłam zakończyć tą szopkę, gdyż zaczął mnie wyzywać od suk. Po kilku godzinach ściągnął nas dyżurny z patrolu, gdyż miał do przekazania nam pewne informacje związane z tą sprawą.
- Co tam informatycy odkryli? - zapytał Mikołaj, jak weszliśmy do dyżurki.
- Kilka tysięcy filmów. Ale jeden film ich zaintrygował, albo raczej kobieta w nim występująca. - spojrzał się Jacek na mnie.
- Co za kobieta? - zapytał Białach.
- Sami spójrzcie. - odpowiedział z grobową miną i podał nam zdjęcie z kadrem z flmu.
- O cholera, ja pierdolę, to nie możliwe. - stwierdziłam i uciekłam - przepraszam...


Mam nadzieję, że Was przestraszyłam tym opowiadaniem ;)
A także mam nadzieję, że Wam się spodobało.
Jak myślicie czy Beata bezinteresownie pomaga Kwiecińskiemu, czy ma jakiś powód? (nie bierzcie pod uwagę serialu).
Kto jest na kadrze z filmiku pornograficznego? Ciekawa jestem czy ktoś zgadnie. A propos ostatniego opowiadania, żadna osoba w komentarzu nie zastanowiła się kim są napastnicy.

Pozdrawiam ;-)









czwartek, 29 października 2015

Streszczenia odcinków 125 - 128

Streszczenia odcinków 125 - 128

Odcinek 125

Ola zaczyna dostawać coraz bardziej agresywne pogróżki, rady żeby pisała testament i zdjęcia jej i jej ojca robione z ukrycia. Komendant boi się o córkę. Podejrzewa, że może ktoś z mafii, którą pomogła ująć, wyszedł na wolność i chce się zemścić. Tymczasem Ola i Mikołaj muszą wyjaśnić sprawę okradzionego domu, którego właściciele wyjechali na wakacje. Podejrzenia padają na mieszkających w pobliżu Romów. Policjantów zastanawiają jednak dziwne znaki, które ktoś zostawił na budynku. Ola i Mikołaj łączą ze sobą wszystkie fakty, które wkrótce doprowadzą ich do wyjątkowo dobrze zorganizowanych przestępców. Podczas patrolu Białach i Wysocka dostają też wezwanie do kradzieży w sklepie. Obraz z kamer całkowicie zaskoczy zarówno właściciela sklepu jak i policjantów.

Odcinek 126

Do Krzyśka dzwonią koledzy z komisariatu w Śródmieściu. Zainteresowali się chłopcem, który sam stał na przystanku i czekał na tramwaj. Okazało się że to Tosiek. Poszedł na wagary i chciał przyjechać do ojca. Krzysiek nie może się zwolnić z pracy, ale na szczęście może liczyć na pomoc... Tymczasem razem z Emilką musi szybko znaleźć źródło pochodzenia niebezpiecznego narkotyku który ktoś właśnie sprowadził do Polski. Tzw. "Jaszczur" sieje spustoszenie w organizmie już od pierwszego zażycia i do szpitala trafiają właśnie jego pierwsze ofiary. Policjanci zajmują się też sprawą kradzieży w supermarkecie. Domniemany złodziej uciekł ale ochroniarz zdążył zapisać numery rejestracyjne samochodu, którym odjechał. Zatrzymany mężczyzna nie przyznaje się do kradzieży a jego tłumaczenie jest bardzo przekonywujące.

Odcinek 127

Ola zostaje wysłana na urlop, Mikołaj rusza na patrol w asyście Mieszka Pawlaka. Patrol 05 w nietypowym składzie zmierzy się z tajemniczym zaginięciem człowieka, wyjaśni sprawę gwałtu oraz pokrzyżuje ślubne plany pewnemu bardzo nieodpowiedzialnemu mężczyźnie. Sam Mikołaj będzie też musiał podjąć nietypową interwencję, kiedy odbierze telefon od zapłakanej Emilki.

Odcinek 128

Krzysiek jest przytłoczony trudnościami wychowawczymi. Okazuje się, że Tosiek ostatnio się nie uczy, łobuzuje i pobił jakieś dziecko. Brakuje mu matki i najwyraźniej daje o sobie znać trauma, którą przeżył. Z kolei Emilka jest przygaszona po ostatniej awanturze ojca. Oboje ruszają na patrol w niewesołych nastrojach. Tymczasem w centrum miasta zostaje brutalnie pobity profesor jednej z wyższych uczelni. Wszystkie tropy prowadzą do młodego pseudokibica, z którym wykładowca miał "na pieńku". Policjanci jednak nie wierzą w winę zatrzymanego przez nich chuligana. Okazuje się, że rozwiązanie zagadki jest tuż pod ręką - w rzeczach, które skatowany naukowiec miał cały czas przy sobie... Tego dnia Krzysiek i Emilka dostają też bardzo nietypowe wezwanie. Para studentów w dziwnych przebraniach steruje ruchem na jednej z wrocławskich ulic. Chłopak i dziewczyna tłumaczą że chcieli zrobić coś szalonego przed rozstaniem. Wkrótce okazuje się że za tym wygłupem stoi dużo poważniejsza sprawa. Po ciężkim patrolu Krzyśka czeka kolejna przykra niespodzianka związana z Tośkiem.

poniedziałek, 26 października 2015

I. Seria 16. Rozdział

Rozdział 16.  Kłótnia, rozmowa, wielka niewiadoma


Miesiąc później...

Odkąd wstałam rano, miałam dziwne wrażenie, że ten dzień nie będzie udany. Tylko nie miałam jeszcze pojęcie jak bardzo. Pech prześladował mnie wyjątkowo: zaspałam; nie mogłam znaleźć żadnej luźnej bluzki, aby ukryć odznaczający się brzuszek; auto mi nie chciało odpalić, więc na komendę musiałam pójść na piechotę. Na komendę dotarłam mocno spóźniona i głodna, a na dzień dobry ojciec wezwał mnie do siebie:
- Cześć, wzywałeś mnie.
- Tak. Nie wiesz, na którą się przychodzi do pracy?
- Wiem, ale budzik mi nie zadzwonił, auto mi się popsuło. Tylko to chciałeś?
- Nie. Powiesz mi w końcu kto jest ojcem dziecka?
- Tato, przecież Ci mówiłam, że dowiesz się w swoim czasie, - powiedziałam wstając.
- Mam prawo to wiedzieć! Czy to Jacek?
- Nie, Jacek nie jest ojcem, proszę Cię skończ już...
- Może po prostu Ty nie wiesz kto jest ojcem Twojego dziecka? - w tym momencie Mikołaj wszedł do gabinetu,
- Jak w ogóle możesz tak mówić!? Nienawidzę Cię, możesz zapomnieć, że masz córkę!. - wykrzyczałam wściekła i wybiegłam z gabinetu.
Pobiegłam do łazienki się uspokoić, bo się rozpłakałam. Nie rozumiałam jak mógł ojciec się tak do mnie odezwać. Gdy ochłonęłam zeszłam do radiowozu, Mikołaj już na mnie czekał. Musiałam mieć żądzę morderstwa w oczach, bo Białach nie zaczął się dopytywać. Odebraliśmy wezwanie i udaliśmy się na miejsce przestępstwa. Po skończonej interwencji zaproponowałam, żebyśmy skoczyli po kawę i jakąś kanapkę, na co chętnie mój partner przystał. Dopiero po kawie ochłonęłam na tyle żeby nikogo dzisiejszego dnia nie udusić. Po krótkiej przerwie wróciliśmy na męczący patrol. Interwencja za interwencją. Nawet w spokoju porozmawiać nie mogliśmy, w sumie dla mnie to dobrze, bo nie musiałam się tłumaczyć przed nim. 

***

O godzinie 18.45 wróciliśmy zmęczeni na komendę. Poleciałam od razu się przebrać, a Mikołaj napisać raporty z dzisiejszych interwencji. Po zdaniu broni, wracając do pokoju, aby pożegnać się z partnerem, na korytarzu spotkałam Jacka:
- Ola, możemy pogadać?
- O czym?
- O nas.
- Jacek, nas już nie ma.
- Ale Olka, wyjaśnij mi dlaczego.
- To nie jest miejsce na takie rozmowy.
- Proszę Cię. Powiedz mi.
- Nie proś. Kiedyś Ci to wszystko wytłumaczę, ale nie teraz. Przepraszam. Pa.
Zakończyłam rozmowę z dyżurnym i udałam się do pokoju, gdzie przebywał aktualnie Białach:
- Dzięki za dziś, lecę pa.
- Dzięki, pa - odpowiedział - Ola, możemy porozmawiać?
- Kolejny - szepnęłam pod nosem - o czym?
- O tym co się wydarzyło u starego.
- Nic się nie wydarzyło, ok?
- Jak się nic nie wydarzyło? Olka, bez powodu raczej nie powiedziałabyś, że go nienawidzisz.
- Daj spokój, po prostu mnie zdenerwował i tyle.
- Taa, tym, że nie wiesz kto jest ojcem Twojego dziecka... Olka Ty jesteś w ciąży?
- Ciszej, nie chcę o tym rozmawiać tutaj.
- Okej, wpadnę do Ciebie później.
- Cześć.

***

Wróciłam do domu. Byłam zła na ojca, że przez niego Mikołaj się dowiedział o ciąży w taki sposób. Ale gorsze było to, że nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że to on zostanie tatą. Ok. 21 wpadł do mnie Białach, na początku pogadaliśmy o głupotach, ale wiedziałam, że nieuchronnie szybko zbliża się ten moment:
- Olka, nie wiem czemu nie chcesz powiedzieć komendantowi, że Nowak jest ojcem.
- Hmm... Jak Ci to powiedzieć...
- Normalnie, prosto z mostu...
- Słuchaj, bo gdybym mu tak powiedziała, to bym go okłamała, a tego nie chcę...
- Czekaj, czekaj... Czy ja dobrze zrozumiałem, że to nie on?
- Tak.
- To z kim Ty jesteś w ciąży, ?
- Na pewno chcesz to wiedzieć? Mikołaju, to z Tobą jestem w ciąży.
- Co!? Jak to? Czemu mi nie powiedziałaś?? Który to miesiąc?
- Czwarty. Bo mnie zostawiłeś, związałam się z Jackiem, ale miałam Ci o tym powiedzieć, tylko czekałam na odpowiedni moment.
- Od tak dawna wiesz, że zostaniesz matką i dalej pracujesz? Narażasz siebie i dziecko.
- Wiem co robię, ciąża to nie choroba.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Koniec tematu. - chętnie zakończyłam ten temat - Jesteś na mnie zły?
- Nie, dlaczego miałbym być - spojrzałam mu głęboko w oczy, szukając odpowiedzi czy nie kłamie, ale nic nie mogłam z nich wyczytać, a po chwili nim zdążyłam zareagować - pocałował mnie namiętnie. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że go nadal kocham. Całowaliśmy się długo i namiętnie, dopiero po chwili Mikołaj się ode mnie oderwał:
- Olu, zależy mi na Tobie.
- Też nigdy nie przestałam Cię kochać. - wyszeptałam i zaczęłam go całować.  Niedługo później wylądowaliśmy w sypialni.

***

Rano obudziłam się szczęśliwa, koło najbliższej mi osoby. Niechętnie wstałam i zrobiłam Mikołajowi kawę, a sobie nalałam soku. Miałam ochotę na jajecznicę, więc to ją przygotowałam nam na śniadanie. Po kilku minutach w kuchni powitał mnie aspirant, całując i obejmując w pasie.
- co tam pichcisz?
- Masz ochotę na jajecznicę?
- Owszem, ale na piękną Pani posterunkową bardziej.
- He he he, pij kawę, bo wystygnie.
- Oki. - po łyku kawy - mhm.. dobra.
- Wiem, trzymaj talerz. Smacznego.
- Na wzajem Kochanie.
Po zjedzeniu śniadania i ogarnięciu się, ruszyliśmy do pracy. Na odprawie byliśmy punktualnie, a po zakończeniu jej, od razu wyszłam z sali, żeby komendant mnie nie zatrzymał. Wciąż byłam na niego wściekła za to, co powiedział poprzedniego dnia. Szybko wyruszyliśmy w teren. Po kilkunastu minutach dostaliśmy dziwne i tajemnicze zgłoszenie. Wiedzieliśmy tylko, że to opuszczona fabryka na ul. Przemysłowej 96. Na miejscu byliśmy po jakichś 20 minutach. Weszliśmy do środka, ale było tam pusto i cicho. Przechodziliśmy przez kolejne pomieszczenie, gdy nagle ktoś złapał mnie od tyłu, a druga osoba pojawiła się przed nami:
- Puszczaj ją! - wycelował w nas Mikołaj, ale wiedzieliśmy oboje, że nie strzeli, bo za dużo ryzykował.
- Bo co mi zrobisz? He he
- Rzuć ten nóż do cholery!
- To Ty odłóż gnata, to może Wam nic nie zrobimy - powiedziała kobieta.
- czego od nas chcecie, co!? - zadałam pytanie.
- Zemsty! Pożałujecie wszyscy! - powiedział siwowłosy mężczyzna...



Jak myślicie, czy to już koniec Oli i Mikołaja? Kim są napastnicy?
Jak to się skończy?

P.S. Jak podoba Wam się zmiana wizualna bloga? Do nagłówka musiałam dodać znak wodny, gdyż wczoraj na facebooku ktoś użył mojego nagłówka jako swojego zdjęcia. Niemiłosiernie się wkurzyłam. Po protu chamstwo w czystej postaci... I jeszcze niczego złego nie widział w swoim postępowaniu bałwan jeden.

Pozdrawiam
Paulina

Czekam na komentarze!